Kryzysowy narzeczony

Awatar użytkownika
Kirk Sheppard
Dane:
Odpisy: ja tu tylko przejazdem - raz na tydzień
Posty: 23
Rejestracja: 20 cze 2017, 15:50

Kryzysowy narzeczony

16 sie 2017, 10:52

Kirk i Susan
[s]Żono pomocy[/s] 2.10.2013
Pub

Pani Susan nie zawsze była Sheppard, a Kirk nie zawsze był tak szczęśliwym człowiekiem. Dzisiejsze wydarzenie miało być przełomem w życiu obojga, chociaż niekoniecznie którekolwiek zdawało sobie z tego sprawę. Był to przecież zwyczajny dzień, a właściwie wieczór, nie wyróżniający się niczym spośród innych. No, przynajmniej z perspektywy Kirka. Pub w którym aktualnie się znajdował zdecydowanie nie był najlepszym pubem w Londynie, ale trzy rzeczy czyniły go tym wybieranym przez niego i jego kolegów. Po pierwsze i najbardziej oczywiste ulokowany był bardzo blisko jego miejsca zamieszkania, a jednocześnie tak wygodnie było do niego dotrzeć, że nikt nigdy nie protestował kiedy składał propozycję spotkania się właśnie tam. Po drugie: mecze, oglądane przez grupę mężczyzn z niesamowitym zaangażowaniem i w akompaniamencie krzyków, pisków, łapania się za głowę kiedy tylko ich ulubiona drużyna zrobiła coś nie tak. Po trzecie, najważniejsze - w miarę tanie piwo. I to piwo właśnie starszy Sheppard właśnie sobie kupował, opierając się łokciami o blat baru.
Podobno informatyka da się wyczuć na kilometr. Kirk uważał to stwierdzenie za krzywdzące i nieprawdziwe, ale dokładał wszelkich starań ku temu, aby swoim ubiorem potwierdzać jego prawdziwość przez większość życia. Coś po prostu w jego koszulach było, jakiś krzyk rozpaczy człowieka, który większość doby wpatruje się w monitor przez grube szkła wielkich okularów, aktualnie leżących przy stoliku.
Musiał przyznać, że było w środku wyjątkowo tłoczno. To miejsce faktycznie było w okolicy popularne, wszak mieszkali tutaj młodzi ludzie, nierzadko uzdolnieni artystycznie, ale dzisiaj ilość osób przekroczyła normę już w okolicy godziny dwudziestej. Czy działo się coś wyjatkowego, a on o tym nie wiedział? O dziwo nigdy nie miał szczególnej pamięci do takich rzeczy, ale szczerze wątpił w to, że przeoczył coś istotnego, chociaż takie sytuacje wpędzały go w lekką paranoję. Ciężki żywot mieli ludzie lubiący wiedzieć i rozumieć wszystko i wszystkich, a do nich niestety biedny Sheppard należał. Poddawanie analizie absolutnie każdego aspektu swojego życia było uciążliwe i momentami trudne, ale umysł miał już taki, że musiał. I tyle, koniec. Kropka. Z tego też powodu tak mało rzeczy umykało jego uwadze.
Ucinając sobie jeszcze krótką pogawędkę z barmanem chwycił za swój kufel. Wymienili ze sobą jeszcze parę mniej i bardziej istotnych słów. I wreszcie chłopczyna ruszył przed siebie, próbując przedostać się pomiędzy jakąś grupką osób do swojego stolika.
Ostatnio zmieniony 31 sie 2017, 20:24 przez Kirk Sheppard, łącznie zmieniany 1 raz. licznik słów: 465
Awatar użytkownika
Susan
Dane:
Odpisy: szybko - zazwyczaj codziennie
Posty: 9
Rejestracja: 25 cze 2017, 0:09

Re: Kryzysowy narzeczony

23 sie 2017, 0:22

Sto lat, sto lat, niech żyje, żyje nam, a kto? ZULA!
Nieczyste dźwięki tej znienawidzonej przez cały świat piosenki, z trudem, ale powoli i metodycznie przebijały się przez harmider panujący w pubie. Nikogo nie obchodziły, wszyscy mieli je gdzieś, a jednak każdy słyszał i niechętnie kątem oka spoglądał w stronę "imprezowiczów".
Susan Jeszcze-Waters otoczona przez grupę "przyjaciół", krzywiła się lekko za każdym razem, kiedy kolejny fałszywy dźwięk dochodził do jej wrażliwych uszu. Czemu dała się wyciągnąć? Co ją podkusiło? Darmowy alkohol. Nagle wszystko stało się proste, drobną rączkę zacisnęła trochę mocniej na wysokim kuflu wypełnionym złotym płynem. Kolejny łyk, nic nie dał, ta melodia nadal była niemożliwa do słuchania.
Dwadzieścia jeden lat, cholera, kiedy to minęło?
Ciężar ich wszystkich razem i każdego z osobno spadł na głowę Susan niczym lawina kamieni, niosąc za sobą smutną myśl "nic nie osiągnęłam". Kiedy trzy lata temu wyrzucali ją ze szkoły, krzyczała, że dziękuje, teraz pozbawiona kajdan przymusowej edukacji, w końcu będzie mogła rozwinąć skrzydła i rozpocząć wymarzoną karierę. Przed drzwiami wejściowymi, dodała jeszcze, że za nim zostanie pełnoletnia każdy w tym cholernym kraju będzie znał imię Susan Waters.
Nikt nie zna.
Nadzieja, nadzieją, a rzeczywistość swoją drogą. To gdzie Susan wyobrażała sobie siebie za trzy lata, a to gdzie w końcu skończyła różniło się od wszystkiego co mogła sobie wyobrazić. Gdzie popełniła błąd?
Ciche westchnięcie wydobywa się z jej ust, szybko jednak maskuje je przytykając do ust kufel. Nikt nie zauważył, niby jedna wielka kochająca się rodzina, a większej zgrai zdradliwych szuj ze świecą szukać, każdy chroni tylko swoją dupę, widzi tylko czubek własnego nosa. Ona też taka jest, kropka w kropkę.
Ktoś coś do niej mówi, przez szum Susan nic nie słyszy, uśmiecha się jednak najpiękniej jak potrafi po czym wskazuje na puste naczynie i gestem dłoni daje znać, że idzie go naprawić.
Zanim uda jej się przebić do baru musi chcący lub niechcący wpaść na kilka osób, mijając ich tylko uśmiecha się przepraszająco. Nie rozróżnia mijanych ludzi, wszyscy zlewają się jej w jedną wielką bezkształtną masę pan informatyk, biznesmen, wszyscy równie nudni i pozbawieni pazura.
Staje przy ladzie, przez chwilę zielonymi oczami przygląda się liście wypisanych drinków. Czeka, lada chwila ktoś się pojawi, zawsze się pojawiają. Kątem oka dostrzega ruch. Bingo. Przez jej pięknie wykrzywione usta przechodzi coś co można by określić jako grymas zwycięstwa. Słysząc z boku słowa jeszcze jedno piwo i to co chce zamówić ta piękna pani, Susan odwraca się z udawaną zaskoczoną miną, piękna(?), że ona (?).
Z udawanym zawstydzeniem zamawia kolejne piwo, tym razem droższe i w końcu spogląda na swojego "bohatera". Z trudem powstrzymuje grymas irytacji, kiedy jej spojrzenie koncentruje się na jego twarzy i wymalowanym na niej wyrazie totalnego braku myśli, który połączony z silną wonią potu i alkoholu sprawia, że panna Waters odruchowo cofa się o krok do tyłu. Adorator nie interpretuje dobrze próby ucieczki, biorąc ją za podziw swym wspaniałym ciałem wyposażonym w brzuszek piwny i jedną szeroką brew, która przy kolanie zamiast głowy wydaje się być ponurym żartem losu.
Dochodzi do próby ucieczki, pertraktacji, a w końcu szantażu ze strony Susan, która za wszelką cenę pragnie uwolnić się od karczka, który bez większego skrępowania zaczyna łapać ją w tali i prowadzić w stronę parkietu.
- Jestem z narzeczonym. - Wypala w końcu wskazując palcem w stronę grupy studentów oglądających mecz w kącie pomieszczenia. Nie zwracając uwagi na pomruki karczka wymyka mu się jego lepkim łapom i mknie w stronę stolika mężczyzn. [/b]- Kochanie. -[/b] Krzyczy trochę głośniej, kiedy jest już niedaleko, a nadal czuje na karku i w nosie odór mężczyzny. Jeden ze studentów się odwraca, wysoki, nie brzydki, chyba mijała go, kiedy szła po piwo. Ubrany w koszulę, wygląda na informatyka, trochę zbyt chudy, stwierdza, naprędce może sobie nie poradzić. Nie ma jednak czasu na rozważanie takich rzeczy, kiedy jest już przy samym Kirku staje na palcach i całuje go w usta, co nie jest takie proste, kiedy jest się aż tyle niższym.
licznik słów: 790
Awatar użytkownika
Kirk Sheppard
Dane:
Odpisy: ja tu tylko przejazdem - raz na tydzień
Posty: 23
Rejestracja: 20 cze 2017, 15:50

Re: Kryzysowy narzeczony

31 sie 2017, 0:31

Kirk Sheppard nigdy nie potrafił uwierzyć w to, że Bóg chciał ingerować w tak mało istotne sprawy jak jego życie. Cokolwiek tym Bogiem było - sam przecież uznawał go za byt niefizyczny, coś czego nauka jeszcze nie odkryła, ale odkryje, coś co stworzyło wszystko... Nie potrafił jednak wytłumaczyć sobie inaczej tego, że w ten sam wieczór oboje znaleźli się w tym miejscu, a mniej i bardziej ważne zdarzenia pchnęły ich ku sobie. Być może dlatego, że się tego nie spodziewał. Mając tu na myśli to, co miało później nastąpić.
Przesiadując w pubach wyjątkowo często, powoli uczysz się pewnych rzeczy, niezmiennych mimo upływu czasu. Samotni, młodzi panowie, którym nie spieszyło się szczególnie do związków, narzeczeństw czy małżeństw, korzystali z dobrodziejstw tutejszej fauny. Po pewnym czasie w miarę normalnym dla reszty grupy było to, że któryś znika z jakąś panną, najczęściej noszącą kryptonim kózka. Młode, naiwne i kipiące hormonami dziewczęta były po prostu łatwym i równie chętnym celem do przygód na jedną noc. W pierwszej chwili Kirk nie wziął jej jednak ani za kózkę, ani za uciekinierkę przed jakimś facetem. Już trochę pijany, pozbawiony po części umiejętności indukcji, złapał ją za biodro i z łatwością, bo była w porównaniu do niego jak piórko, przysunął w swoją stronę, aby z szelmowskim uśmiechem zajrzeć jej głęboko w oczy. Tak, Kirk Sheppard myślał, że go po prostu z kimś pomyliła, a komizm sytuacji nie pozwalał tego kompletnie zignorować. Coś jednak w jej spojrzeniu dostrzegł, chociaż nigdy nie był specem w odczytywaniu ludzkich emocji (wada ludzi kochających komputery?) i ta poszlaka w zagadce jaką była Susan kazała mu się odwrócić w stronę, z której mała, ruda kruszyna przybiegła. Dostrzegłszy mężczyznę przed którym uciekała nie mógł już ukryć rozbawienia.
- Mógłbym chociaż - zaczął, przesuwając rękę z biodra na ramię swojej przyszłej żony - poznać imię mojego kochanie?
Wydawał się być całkowicie niewzruszony kontaktem fizycznym, a przynajmniej sprawiał wrażenie takiego. Nie obyło się to oczywiście bez spojrzeń jego towarzyszy, a o nich trzeba było powiedzieć wprost: byli to potężni informatycy. Jeden z nich, niższy, z bicepsem rozmiarów uda biednego, wychudzonego Kirka i drugi - wysoki jak szczypior, z opadającą na oko, czarną grzywką i tym błyskiem oku sugerującym, że mimo egzystowania w ciele bożyszcza nastolatek niekoniecznie ograniczał się do tak nudnych wyborów jak sypianie wyłącznie z płcią przeciwną. Oboje wyglądali dość kiepsko jeżeli chodziło o ubiór. Było w ich aparycji coś co krzyczało głośno, że albo będą trzepać nadgodziny w dużej korporacji, albo już to robią.
- Dawno nie zgubiła mi się w ramionach taka perełka - przyznał sam sobie, chociaż stwierdzenie postanowił pozostawić w sferze własnych myśli.
licznik słów: 524
Awatar użytkownika
Susan
Dane:
Odpisy: szybko - zazwyczaj codziennie
Posty: 9
Rejestracja: 25 cze 2017, 0:09

Re: Kryzysowy narzeczony

13 wrz 2017, 17:31

Ten pocałunek nie trwa długo, kilka sekund, jedną Missisipi, mniej, więcej, co to za różnica, jest to czas w perspektywie ludzkiego życia niezauważalny, a wszystko zmienia. Nagle jego dłoń pojawia się na jej biodrze, silne przyciągnięcie i na chwilę owiewa ją zapach piwa zmieszany z wietrzejącą wonią żelu pod prysznic, a może jakiejś słabej wody kolońskiej. Chciałoby się powiedzieć, że pomiędzy ich ciałami przeskakują iskry, że w mgnieniu oka pojawia się ta mistyczna chemia, że odsuwając się od twarzy Kirka, spoglądając w jego szaroniebieskie oczy, Susan wiedziała, że to w nie pragnie patrzeć już do końca swoich dni, że to obok ich właściciela chce się budzić każdego dnia, że to ON. Nic takiego się nie wydarzyło, odsuwając się od Shepparda, aktoreczka starała się wyglądać normalnie.
- Jesteś niepoprawny, Susan, po tym czasie mógłbyś wreszcie zapamiętać- śmieje się, po czym jakby to była najnormalniejsza rzecz na świecie przytula się do niego. Stojąc tyłem do baru, chciałaby spojrzeć i upewnić się czy jej prześladowca połkną jej mały teatrzyk. Woli jednak sama się nie odwracać, mogłoby się to źle skończyć. Podnosi lekko głowę do góry i najciszej, tak by tylko Kirk ją usłyszał, mówi - łysy karczek przy barze, patrzy się jeszcze?
W oczekiwaniu na odpowiedź Susan przygląda się mężczyźnie, nie wygląda jak Ci, z którymi zwykle się umawia. Nie jest przystojny, a przynajmniej nie w klasycznym znaczeniu tego słowa, wygląda jak informatyk, no dobra brakuje mu okularów, a nie na stole leżą, no cóż w miejscach, gdzie panna Waters przebywa i gdzie daje się zwykle adorować, nie pojawiają się raczej tacy mężczyźni.
licznik słów: 311
Awatar użytkownika
Kirk Sheppard
Dane:
Odpisy: ja tu tylko przejazdem - raz na tydzień
Posty: 23
Rejestracja: 20 cze 2017, 15:50

Re: Kryzysowy narzeczony

21 wrz 2017, 2:20

Czasami zdarza się, że całkowicie zaabsorbowani drugą osobą zdajecie się nie dostrzegać wszystkiego, co znajduje się wokół. Kirk Sheppard nie miewał takich momentów. Kirk Sheppard dostrzegał wszystko i zawsze w całej okazałości, dokładnie tak jak chciał zaprezentować mu to świat. Rzeczy dla innych zagadkowe odczytywał z otoczenia jak z książki dla dzieci, a tak gloryfikowany przez niego rozum nie miał w zwyczaju go zawodzić. Aż do dzisiaj, kiedy to całkowicie ignorując swoich kompanów przejął się detalami. Mową jej ciała, tym jak delikatna się wydawała nawet przy nim, a przecież zdecydowanie daleko mu było do zadowalającej budowy ciała.
Odwrócił się w sposób powolny, ale zdecydowany, wyłapując z tłumu wspomnianego przez nią mężczyznę. Najwięcej w tej sytuacji wyraziła jego mina — zirytowana, co podkreśliły zmsrczone brwi, w tak nieprzyjemny sposób komponujące się z chłodnym spojrzeniem posłanym osobie, która Susan postanowiła zaczepić. Sheppard nie musiał nawet zagrać złego chłopaka dziewczyny, bo protekcyjna poza i niechęć do drugiego człowieka na samo pytanie skierowane do niego z ust rudowłosej aktoreczki wyszły mu niesamowicie naturalnie. I być może dla kogoś innego nie byłoby to szokiem, ale trzeba było mieć na uwadze, że Kirk i empatia nie chodzili w parze, a mimo koleżeńskości i szeregu kolegów raczej nie nawiązywał bliższych kontaktów z kimkolwiek innym niż rodzina, co sprawiło, że przez lata samotności trochę schłodniał i zmarkotniał, jak to u facetów u progu trzydziestki się zdarzało.
I ten kruszący się już powoli informatyk, mocno skrytykowany przez nią w myślach za dość stereotypowy wygląd, wrócił wzrokiem do jej oczu, częstując Waters błękitem własnych.
Wyglądasz na bardzo zdenerwowaną — powiedział, nie przekraczając dawki bliskości, na jaką dziewczyna sama sobie pozwoliła. — Coś ci zrobił?
Niekoniecznie zależało mu na robieniu publicznych scen, ale z jego postawy można było łatwo wyczytać, że był zdolny do wstania choćby w tej chwili i ruszenia w stronę baru. Powiedz tylko słowo!
licznik słów: 372
Awatar użytkownika
Susan
Dane:
Odpisy: szybko - zazwyczaj codziennie
Posty: 9
Rejestracja: 25 cze 2017, 0:09

Re: Kryzysowy narzeczony

21 wrz 2017, 14:55

Czy to było przeznaczenie, przypadek, nic nie znaczący zbieg okoliczności? Ona nie była typową kózką, a on jej typowym adoratorem, on zbyt nudny i stateczny w jej oczach, ona zbyt chaotyczna i nieprzewidywalna jak dla kogoś, kto wszystko pragnie wiedzieć i dostrzegać. To nie mogłaby być para idealna, może romans, krótka fascynacja czymś innym, nieznanym, przygoda na jedną noc, po której druga osoba znika bez śladu, zastawiając po sobie tylko słabnący zapach perfum, a jednak los miał swój plan wobec tej dwójki.
Przyglądając się jak Kirk ponurym wzrokiem zaczyna szukać jej niedoszłego Casanovy, na jedną chwilę mocniej przytula się do niego, jakby chciała go powstrzymać od takiego ostentacyjnego wpatrywania się w kogoś, kto wygląda jakby pół swojego życia spędził na pakowaniu na siłowni. Nie znała swojego "Kochanie", wolała jednak, nie musieć go składać z podłogi, kiedy tamten zacznie się dopytywać na co się tak gapisz.
Chwila zanim ich spojrzenie znowu się spotkają trwa wiecznie, kiedy jednak do tego dochodzi, mimowolnie wzdycha z ulgą i lekko speszona odwraca wzrok. Co się z tobą dzieje? Krzyczy na siebie w myślach, jeszcze chwilę temu gotowa była porównać kolor jego oczu z wodą w kałuży, pod tym kątem wydają się jednak inne, bardziej niebieskie, gdyby przyjrzała się im dłużej pewnie znalazłaby więcej określeń na ich barwę, jednak rozkojarzona swoim własnym bezsensownym zachowanie, karci się jedynie w myślach.
- Wszystko w porządku, - zapewnia, pewnie trochę zbyt żarliwie, widać nie jest taką dobrą aktorką za jaką sama siebie uważa. - Niektórzy po prostu nie rozumieją słowa nie, ale już jest dobrze. - Na potwierdzenie swoich słów uśmiechnęła się do Kirka jednym ze swoich popisowych uśmiechów. Powoli zdenerwowanie odchodziło w niepamięć. Czy stała przytulona do niego o chwilę za długo niż to było konieczne? Możliwe, niechętnie odsuwa się od Kirka. - Przepraszam, że Cię w to wmieszałam.
licznik słów: 351
Awatar użytkownika
Kirk Sheppard
Dane:
Odpisy: ja tu tylko przejazdem - raz na tydzień
Posty: 23
Rejestracja: 20 cze 2017, 15:50

Re: Kryzysowy narzeczony

23 paź 2017, 22:52

Nienie, tak słodka dziewczyna... to znaczy, koza (opamiętaj się Kirk, w ogóle się nie znacie!) nie może cię przepraszać za coś, co kompletnie nie było jej winą. I w ten sposób najszanowniejszy pan Sheppard, z tak silnie rozwiniętą percepcją, przyćmioną zaledwie jednym kuflem piwa... nie dostrzegł ten cieniutkiej nici manipulacji, jaka ich do siebie zbliżyła. No bo w pewnym sensie został ten kałużooki mężczyzna, niezależnie od dalszej części historii, wykorzystany. Najwyraźniej nie było to dla niego szczególnie istotne, bo w kolejnych etapach ich relacji, kiedy wracał myślami do tego momentu bez kąpania umysłu w dzikiej euforii... konkretnie mu to zwisało. To przecież to wydarzenie ich połączyło.
Najważniejszy dzień w egzystencji Kirkowej.
Daj spokój, to nic takiego — powiedział myląc się w tym stwierdzeniu potwornie, bo przecież niedługo później powiedział jej "tak" na ślubnym kobiercu. To było coś, to było wszystko - całe jego życie w jednym dniu. Gdyby go usunąć, to byłby teraz, przynajmniej w swoich oczach, nikim. Sheppardów było troje. Musiało być troje. Innego scenariusza nie potrafił przyjąć do wiadomości.
Mam nadzieję, że to się już więcej nie powtórzy — mrugnął do niej i uśmiechnął się, po czym upił łyk piwa ze swojego kufla.
Często tu przychodzisz, Susan? — zapytał ni stąd ni zowąd, wyraźnie chcąc podtrzymać ich rozmowę. Nie protestował wcale, kiedy tak dzielnie powstrzymywała go od samobójstwa poprzez chęć spuszczenia łomotu większemu od siebie. Ba! Bardzo skutecznie utrzymało go to w miejscu.
licznik słów: 280

Wróć do „Retrospekcje”



Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 2 gości