Seven Sisters Road

Jest jedną z najgęściej zaludnionych dzielnic w Wielkiej Brytanii. Mieszkańcy Islington to zróżnicowana populacja, o wyraźnych lewicowych poglądach.
Awatar użytkownika
Zły Wilk
Mistrz Gry
Posty: 81
Rejestracja: 21 wrz 2017, 16:20

Seven Sisters Road

21 sie 2018, 19:23

Gęsto zaludniona, ruchliwa i głośna ulica znajdująca się w Isington. Po po całej długości upchano kamienice czynszowe, w większości zamieszkane przez cudzoziemców.
licznik słów: 32
Awatar użytkownika
Zły Wilk
Mistrz Gry
Posty: 81
Rejestracja: 21 wrz 2017, 16:20

Re: Seven Sisters Road

01 wrz 2018, 11:43

Doktor nie zareagował na zuchwałe uprowadzenie jego jedynego długopisu. Zamiast tego spojrzał na policjantkę wzrokiem całkowicie wypranym z jakichkolwiek ludzkich emocji, ale nie do końca pustym i obojętnym. Było w tym spojrzeniu coś niepokojącego. Wyższość, władza, chłód, może nawet pogarda. Cień czający się głęboko w kącikach oczu i na ich dnie. Takie spojrzenie widywało się od czasu do czasu. U seryjnych morderców i najgorszych recydywistów skazywanych za zabójstwa, pedofilie, gwałty, handel żywym towarem.

Alex siedział grzecznie przez cały czas w samochodzie. Na widok swojej pani zaszczekał kilka razy zdając raport z wydarzeń dziejących się w okolicy. Zaczynał się już widać niecierpliwić. Jak zawsze, od razu był gotowy i chętny do drogi. Gdy policjantka wsiadła do samochodu zaczął ją obwąchiwać i w pewnym momencie zaskomlał skonfundowany. Zapach szpitalu nadal musiał być wyraźny i wyraźnie nie odpowiadał czworonogowi.
Jazda pod wskazany minęła szybko i bez przygód. Szerokie aleje szybko zmieniły się w wąskie uliczki, w których ciasno upchane samochody cudem tylko nie tamowały co chwilę, wzmożonego o tej porze ruchu.
Okolica nie cieszyła się najlepszą reputacją, ale i nie należała do tych najgorszych. Kulturowy tygiel od wieków był nieodłączną częścią pejzażu Londynu. W tak rozmaitej mieszance co jakiś czas dochodziło do konfliktów na tle religijnym, rasowym, lub zwyczajnym, międzyludzkim. Wyższy wskaźnik przestępczości w takich miejscach nie był czymś nowym, lub niezwykłym dla nikogo kto pracował w Londyńskiej policji, która była zobligowana by chronić wszystkich obywateli, w taki sam sposób. Żyli to obok siebie głównie hindusi, Turcy, Żydzi, muzułmanie. Nie brakowało też Irlandczyków i rodzimych mieszkańców wysp. Starsze pokolenia asymilowały się i starały przystosować do praw i zasad rządzących na wyspie królowej. Młodzi przybysze, mieli inne spojrzenie na świat. Wierzyli w inne rzeczy. Sprawiali problemy.

SMS od Torres:
Dałem cynk do centrali żeby mieli jeden wóz w pobliżu, w razie gdybyś potrzebowała wsparcia. No i stary się uparł żebym Ci pomógł. Więc, po prostu daj znać jak będziesz czegoś potrzebować.

> Blok mieszkalny nr 4, mieszkanie 27b.
Przed wejściem do klatki schodowej prowadzącej do mieszkań o numerach 15 - 30, usadowiła się spora grupa młodych ludzi o śniadej cerze. Po strojach można było sądzić iż są to cyganie. Może nawet, tylko jedna rodzina. Nie dało się przejść nie wchodząc w plwocinę, lub peta. Na widok kobiety z wielkim psem zamilkli. Po chwili jednak któreś z nich coś powiedziało i wszyscy wybuchnęli szyderczym śmiechem. Nie odważyli się zaczepić. Tylko patrzyli.

Klatka schodowa nie była w znaczący sposób zdewastowana. Nie brakowało jednak walających się wszędzie śmieci przeróżnych form graffiti na ścianach. Przeważały podpisy i długie hasła w rozmaitych językach. Kilka obscenicznych obrazków. Ciężko było jednak cokolwiek odczytać, nawet te, które ktoś usilnie próbował napisać po angielsku.
Mieszkanie z numerem 27 znajdowało się na samej górze. Nie było windy, jak by architekt od samego początku wiedział komu będzie służył budynek.

Alex wyczuł coś już pod drzwiami i zaczął głośno na nie szczekać. Nie chodziło jednak oto że ktoś tam jest. Cofnął się i zjeżył sierść, położył uszy, obnażył kły i zaczął warczeć. Uniesiony przez chwilę ogon skulił pod siebie.
licznik słów: 619
Awatar użytkownika
Vivianne Carman
Dane:
Odpisy: powolnie - 3-4 dni
Posty: 37
Rejestracja: 22 sty 2018, 2:02

Re: Seven Sisters Road

30 wrz 2018, 19:09

- Mi też się nie podoba. – odpowiedziała szczekającemu w niezadowoleniu Alexowi.

Droga z The Royal London Hospital na Seven Sisters Road przebiegała z początku spokojnie. O dziwo, ponieważ przeciskanie się niemal ścisłym centrum londyńskiej metropolii nie należało do najprzyjemniejszych aktywności przebywającej tam populacji. Od Finsbury Park zaczęły się korki, które tym razem Alex zniósł gorzej niż jego opiekunka Vivianne. Wiedziała, że więcej zabawy czeka ją na miejscu.

Dzięki. Wystukała parę liter na telefonie i zanim schowała go na powrót do kieszeni, odczytała raz jeszcze informacje o miejscówce, którą powinna sprawdzić.

Założyła okulary na nos. Nie po to, aby wyglądać czy udowodnić sobie lub komuś innemu powagę sytuacji, która niejednokrotnie przypominała sprawy z seriali o wysokiej popularności kablówek. Zrobiła to z przyzwyczajenia, chowając ciemne tęczówki za filtrem światła słonecznego. Ściągnęła je dopiero przed drzwiami z numerem 27.

Przez jesiennobarwną sierść czworonoga przeszły agresja i strach.
- Spokojnie. – położyła mu rękę na grzbiecie. – Zostań. – szepnęła spojrzawszy przez krótką chwilę w oczy owczarka. Podeszła do drzwi i energicznie w nie zastukała szukając na próżno działającego dzwonka. Jeśli po dłuższej chwili nie usłyszała jakiekolwiek odpowiedzi, nacisnęła klamkę.
licznik słów: 238
Awatar użytkownika
Zły Wilk
Mistrz Gry
Posty: 81
Rejestracja: 21 wrz 2017, 16:20

Re: Seven Sisters Road

02 paź 2018, 11:40

Drzwi ustąpią bez żadnego oporu. Mieszkanie były otwarte, wystarczyło przekroczyć próg.
Już od wejścia czuć było niepokojący zapach, który z każdą kolejną chwilą nasilał się. Mieszkanie nie było duże, więc już po kilku krokach Vivianne odnalazła jego źródło.
Tego widoku prawdopodobnie nie zapomni do końca życia.
Kupkę mięsa i kości na pierwszy rzut oka ciężko było nawet zidentyfikować. Ciało młodej hinduski, a raczej to co niej zostało, znajdowało się pod ścianą dużego pokoju, naprzeciwko prowadzącego do niego wejścia. Górne światło było zapalone, więc Carman bez podchodzenia bliżej wiedziała, tej kobiecie nie można już pomóc.
Zmasakrowane ciało Bhadry było nienaturalnie powykręcane, jak gdyby ktoś obrócił kilka razy każdą kończynę, wyłamał w drugą stronę każdy staw, a potem zgniótł wszystko i cisnął o ścianę jak krwawy ochłap mięsa. Wszędzie, dosłownie wszędzie w pokoju były rozbryzgi krwi. Unoszący się w powietrzu lepiki odór śmierci niemal odurzał.
Zniekształcona twarz młodej kobiety zastygła w grymasie bólu. Otwarte usta, ukazujące bezzębne wnętrze, z niedawno zakrzepłą krwią, przylepiając włosy do twarzy. Przekrwione gałki oczne, z zastygniętymi, malutkimi jak główki szpilek źrenicami. Spoglądała martwo w sufit jednym okiem, korpus leżał "na brzuchu", ale już w tym momencie było widać iż ktoś go rozpruł i dosłownie wyrwał zawartość. Żebra również były na wierzchu. Czerwone pręgi oraz liczne, sine wybrzuszenia szpeciły skręcony kark. Niegdyś pewnie lśniące, czarne włosy, oblepiała obrzydliwa, gęsta masa, najeżona gdzieniegdzie odłamkami białych kości. Mózg, znajdował się także na ścianie ponad miejscem spoczynku ciała. W wielkim krwawym kleksie, jaki musiał powstać podczas uderzania ciała. Z powyłamywanych ramion wystawały kości. Siła z jaką rzucono ofiarą, musiała być nieludzko potężna.
Ciemna plama gęstej krwi wokół zmasakrowanego ciała, nie była jedyną. Jeszcze jedna, niewiele mniejsza, znajdowała się na środku pokoju, wsiąknięta w niegdyś kolorowy dywan. Mniejsze i większe krople zdążyły już zastygnąć i zbrązowieć, tworząc na zasłonach, abażurach lamp, suficie i ścianach, malownicze wzory.
Makabryczny widok silnie kontrastował z resztą mieszkania, utrzymanym schludnie i czysto, pomimo iż w pokoju nagromadzono znaczne ilości przedmiotów. Równo poukładane poduszki na dużej, narożnej kanapie, służącej zapewne także jako łóżko. Prządek na stoliczku do herbaty. Kilka plakatów popkulturowych i obrazów z kwiatami na ścianach. Mnóstwo hinduskich motywów i kilka regałów z książkami. Mieszkanie kobiety - nerda.
Pod ścianą na przeciw okna znajdowało się spore biurko. Wewnątrz niego doszczętnie roztrzaskany komputer stacjonarny. Na podłodze leżał równie pieczołowicie zdruzgotany laptop.
Ponad biurkiem wisiała wielka, pokryta całą masą rozmaitości, tablica korkowa. Nie brakowało tu zdjęć, kartek z cytatami, wisiorków, pocztówek, żółtych karteczek z numerami telefanów i dużych wydruków, wyglądających na kod źródłowy, lub jakiś język programowania. Także to miejsce pokrywały krople krwi.
Na jednej z szafek znajdowało się zdjęcie starszego hindusa i dwóch młodych kobiet. Obok, w wiklinowym koszyczku leżały klucze, portfel, telefon i wydrukowany bilet lotniczy. Pod ścianą, tuż koło drzwi wejściowych do pokoju, postawiono walizkę i podróżną torbę. Na kolejnej szafce ustawiono kolejne zdjęcia, w tym jedno grupowe. Vivianne bez trudu rozpoznała na nim ludzi z Watson's. St.
licznik słów: 637
Awatar użytkownika
Vivianne Carman
Dane:
Odpisy: powolnie - 3-4 dni
Posty: 37
Rejestracja: 22 sty 2018, 2:02

Re: Seven Sisters Road

04 paź 2018, 0:30

Niepokój Alexa popchnął Vivianne w stronę drzwi. Tuż przed ich otwarciem zdała uświadomiła sobie, że nie zaniedbana klatka, lecz wnętrze mieszkania wydzielało nieprzyjemny dla nozdrzy zapach. Czuła go już od pierwszego kroku na samym dole schodów, teraz wdzierał się do jej nozdrzy z niemal brutalną śmiałością, uświadamiając o majestacie swej brzydoty.

- Jest tu kto?

Przez uchylone drzwi nie widziała nic, przynajmniej z początku, kiedy sięgnęła do kabury. Kopnęła je u podstawy, tak aby w razie potrzeby dać sobie większe pole do manewru. Uniosła pistolet, weszła na krok. Nie od razu to zauważyła. Nie od razu gęsta zawiesina brudnego, ciepłego powietrza zaprowadziła ją do zdewastowanej reszcie człowieka.
Żadna, absolutnie żadna myśl nie zdołała przedrzeć się do świadomości Carman, która zasłaniając twarz rękawem, przez moment nie mogła zdobyć się choćby na najmniejsze poruszenie. Wydawać się mogło, że oprócz kilku kroków w tył, cofnie jej się wszystko inne, razem z lichym śniadaniem, które zjadła na szybko przy swoim nudnym biurku.

- Halo? Carman. – wymamrotała ochryple. Wgapiając się w rozsmarowaną na posadzce plamę człowieka musiała przełknąć ślinę, gardło pozostawało takie jakie było, na wiór. – Tak, potrzebuję techników na Seven Sisters Road. Blok 4, mieszkanie 27b. Niech najbliższy patrol zabezpieczy okolicę.
Postanowiła, że napisze do Torresa po wyjściu z mieszkania. Nie miała zamiaru zostawać tam zbyt długo. Smród rozkładającego się ciała otumaniał, wsiąkał w ubranie, krzyczał głosem śniadej kobiety.

Miała wrażenie, ze gdziekolwiek się nie ruszy, wdepnie zaraz w jakąś część rozczłonkowanego ciała przypuszczalnej właścicielki mieszkania. Założyła rękawiczki żeby przypadkiem nie utrudnić pracy technikom, którzy powinni pojawić się przy Seven Sisters naprędzej za pół godziny. Krew była wszędzie. Ściany pomalowane na jakiś modny kolor spływały impresją czerniejącej powoli posoki. Meble wyglądały tak, jakby ktoś kto kompletnie nie zna się na remoncie, rozpoczynał prace przemalowania całego pomieszczenia. Uniósłszy cholerną głowę zdała sobie sprawę, że jest też na suficie.

Na biurku znajdowało się kilka rzeczy o znaczeniu sentymentalnym. W pierwszej chwili Vivianne zwróciła uwagę na leżącego nieopodal laptopa, który zdawał się być doskonałą personifikacją swojej właścicielki. Znalazła też poniszczony komputer stacjonarny.
Nie opuszczając dłoni od ust spojrzała na zdjęcia. W większości z nich nie było nic nadzwyczajnego. Dopóki nie znalazła tego, które łączyło ofiarę ze sprawą.
Odłożywszy zdjęcie z powrotem na swoje miejsce, rozejrzała się jeszcze za innymi pomieszczeniami, które mogłaby sprawdzić. Nie została tam ani chwili dłużej. Nie wypuściła też z dłoni pistoletu. Wyszła, zamykając za sobą drzwi. Zamiast wysłać SMS’a, zadzwoniła do Torresa bezpośrednio.
- Myślę, że będzie potrzebna mi twoja pomoc.
licznik słów: 530
Awatar użytkownika
Zły Wilk
Mistrz Gry
Posty: 81
Rejestracja: 21 wrz 2017, 16:20

Re: Seven Sisters Road

05 paź 2018, 17:18

- Zaraz będę. - Młodszy detektyw Torres był za krótko, zarówno w policji, jak i na tym konkretnym stanowisku w wydziale, by pozwolić sobie na opieszałość. Ale nie to było jego główną zaletą. Nie zniszczony jeszcze przez specyfikę pracy, przejawiał cechy, których wielu już brakowało. Był ambitny, a większość młodzieńczej energii pożytkował skupiając ją niemal całkowicie na pracy. HH dostrzegał w nim widać coś jeszcze i zdaje się, lubił go. Lojalność i zapał jednak nie zastąpią doświadczenia, dlatego rządzić miała Carman.
Technicy pojawili się bardzo szybko, tym razem ich szefem była Barbara, zwana przez wielu Babcią. Starsza już i mocno puszysta kobieta, która przeszła przez wiele stopni kariery w policji, ostatecznie jednak skupiając się na pracy, która nie wymaga codziennego narażania życia, albo ryzykowania pozbawienia środków do życia swojej rodziny. Jako jedyna z całej ekipy nie wzdrygnęła się w żaden widoczny sposób na widok ciała. Westchnęła jedynie opierając dłonie na biodrach.
- Biedactwo. Dawno nie widziałam takiego bałaganu. Daj mi pracować skarbie, nie kręć się tutaj za dużo. - Nie wszyscy technicy byli w stanie zachować tyle zimnej krwi. Jeden z młodszych mężczyzn, czarnoskóry, widocznie pobladł, zzieleniał i w rezultacie zwymiotował. Zachowując resztkę profesjonalizm, zdążył wybiec z mieszkania. Trupy są widokiem powszechnym w tej robocie. Morderstwa, samobójstwa, nieszczęśliwe wypadki. Ale tak zmasakrowanego ciała, większość jeszcze nie widziała. Nie przeszkodziło im to jednak w wykonaniu swojej pracy. Oznaczyli położenie zwłok, komputerów, innych przedmiotów, które mogły mieć jakieś znaczenie dla śledztwa. Dwoje z nich zajmowało się tylko robieniem zdjęć. A było co fotografować. Zajęto się też zabezpieczeniem odcisków palców, oraz zbieraniem materiału genetycznego. Zabezpieczenie tego typu miejsca zbrodni, wymagało wiele czasu i cierpliwej, dokładnej pracy. Trup z Sevens Sisters na długo pozostanie na językach i w pamięciach wielu ludzi.
Alex skomlał i szczekał przez jakiś czas, widząc jednak że nic nie wskóra, uciekł na drugi koniec korytarza i położył się pod ścianą, by tam w spokoju zaczekać na swoją panią. Nie było to dla niego zwyczajne zachowanie. Vivainne mogło podejrzewać że nie istnieje na świecie siła, która zmusiła by czworonoga do wejścia do tego mieszkania.
Do momentu przyjechania ekipy, jak i długo po tym, na pietrze, na którym znajdowało się jeszcze kilka mieszkań, nie pojawił się zupełnie nikt. Żadnych gapiów, czy nawet przypadkowych przechodniów.
Torres pojawił się po niespełna 30 minutach. Jak zawsze elegancko ubrany, wysoki, przystojny Katalończyk. Uśmiechnął się na widok Carman. Lubił być przydatny. Wszedł do mieszkania tylko na chwile. Wyszedł bardzo szybko i już się nie uśmiechał.
-...Dios mio. - Zbladł, a odcień jaki przybrała jego twarz był dużo jaśniejszy, niż ściana o którą się oparł odpalając pospiesznie papierosa.
- Nigdy nie widziałem czegoś takiego. - Dopiero gdy dym papierosowy wypełnił jego płuca, a potem opuścił je gęstą chmurą, na chwilę przysłaniającą widoczność w i tak ciemnych korytarzu, zadał pytanie.
- Co mam robić? Sąsiadów, czy, - skinieniem wskazał drzwi wejściowe do 27b. - ...wnętrze. Jak pani woli. Pan Hogan prosił o raport do 16, na swoim biurku. Więc niech pani może pojedzie do siebie i mu go napisze, a ja tu zostanę i wszystkiego przypilnuje. - Oczy mu się świeciły. Pomimo pierwszego wrażenia, jakie zrobiła na nim młoda hinduska, chciał wejść do środka i wykonać swoją robotę jak trzeba Taki był. Zapał nie gasł nawet w obliczu tak wielkiego okrucieństwa. Im trudniej, tym lepiej. Kolejne wyzwanie do ukończenia.

Przez ułamek sekundy, mgnienie oka, Vivianne wydawało się że widzi kogoś w szparze, za delikatnie uchylonymi drzwiami łazienki, wewnątrz mieszkania.
licznik słów: 671
Awatar użytkownika
Vivianne Carman
Dane:
Odpisy: powolnie - 3-4 dni
Posty: 37
Rejestracja: 22 sty 2018, 2:02

Re: Seven Sisters Road

24 paź 2018, 22:17

Zajmowanie się sprawą, która miała podobną wagę mogła zostać uznana za najwyższe zaufanie przełożonego wobec swojego pracownika. Skąd stary Hogan mógł wiedzieć, że sytuacja obierze tak gówniany obrót. W rzeczy samej, zapach rozkładającego się ciała, amoniaku, potu i wszystkiej mieszanki, która z pewnością wydobyła się z ciała tej biednej kobiety, przyprawiały Carman o zawrót głowy i odruch wymiotny. Żałowała, że nie miała przy sobie papierosów, z którymi przecież zerwała namiętny związek rozpoczęty już jakiś czas temu, nawykiem byłego partnera.

Kiedy w budynku pojawili się technicy, Vivianne miała na sobie tę samą, obojętną co zwykle twarz lekko zasępionej służbistki. Wyglądała raczej jakby chciała kogoś zlać, mimo to bladość twarzy poddawała tę ewentualność pod zastanowienie.

Dopełniając formalności związane ze sprawdzeniem miejsca zbrodni starała sobie to wszystko poukładać w głowie. Zabezpieczyła osobiście tylko te dowody, które wydawały jej się najistotniejsze. Długo przyglądała się tamtemu zdjęciu, które odkrywało przed ciekawskim spojrzeniem ostatnią osobę z układanki zatrutych nieznaną substancją przy Watson Street. Wiedziała, że wpatrzona teraz w fotografię tej konkretnej ofiary nie będzie mogła zapomnieć tego co zobaczyła w tym mieszkaniu. Tej nocy policjantce nie będzie dane zaznać spokojnego snu. Wszystko co zostanie pobrane z miejsca zbrodni a także to, o czym na razie nie wiedzieli, wyląduje za jakiś czas na jej biurku z dokładną analizą chemiczną i szczegółami sekcji zwłok. W liczbie bez wątpienia mnogiej.

Wpadła na Torresa już na zewnątrz. Nie chciała trzymać Alexa w tym coraz mocniej klaustrofobicznym miejscu. Prawdopodobnie dusiła się sama. Ogromem niepoukładanych informacji, które pojawiały się na horyzoncie zupełnym zrządzeniem losu. Jakby ktoś się zabawiał czyimś kosztem, prowadził skrzętnie zaplanowaną grę, w którą nie powinna nawet wchodzić. Tymczasem ona podążała czyimiś już postawionymi krokami, badając grunt, który został przetarty kolejnymi trupami. Pomyśleć, że to dopiero pierwszy dzień.

Zostawiła Alexa w samochodzie i wróciła do środka.

- Dios mio. – rzuciła pod nosem, spotykając się z Katalończykiem ponownie. Miała przez moment ochotę wziąć mu tego papierosa, ale zrezygnowała.
- Sprawdź sąsiadów, technicy jeszcze pracują. Będzie czas na wnętrze. – powiedziała przecierając czoło i oczy. Przejechała palcami przez włosy, dłonie miała zimne i lekko wilgotne.
- Hagan mówił coś jeszcze? – dopytywała. W tym samym momencie, otwierając oczy z głębokim wydechem, zauważyła coś niepokojącego. Jakby ktoś im się przyglądał z wnętrza mieszkania. Nie tłumacząc niczego, wyminęła Torresa i podeszła bliżej. Mogło się to wydać irracjonalne, ale musiała to sprawdzić.
licznik słów: 501

Wróć do „Islington”



Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość