Watson's St.

To przede wszystkim finansowe centrum Londynu. Leży w samym środku miasta nad Tamizą. Poza takimi firmami, jak Centralny Bank Anglii, giełda papierów wartościowych, giełda metali szlachetnych tu własnie znajduje się słynna Tower of London i most z Big Benem.
Awatar użytkownika
Zły Wilk
Mistrz Gry
Posty: 81
Rejestracja: 21 wrz 2017, 16:20

Watson's St.

17 lut 2018, 15:34

Watson's St.

https://www.google.lv/maps/place/Watso ... -0.0281097

Wąska uliczka na południowym brzegu Tamizy, w pobliżu Psiej Wyspy i Margaret McMillan Park. Znajdują się tu głównie domki jedno i wielorodzinne, kilka pawilonów i mniejszych sklepików. Okolica jest raczej spokojna.
licznik słów: 49
Awatar użytkownika
Zły Wilk
Mistrz Gry
Posty: 81
Rejestracja: 21 wrz 2017, 16:20

Re: Watson's ST.

17 lut 2018, 22:29

Kordon gapiów szczelnie otaczał podjazd jednorodzinnego, murowanego domu z numerem 4, na Watson's St. Byli to głównie sąsiedzi i przypadkowi przechodnie, którzy nie posiadając najwidoczniej ciekawszych zajęć, postanowili zostać do końca i obserwować pracę policjantów. Nie było ich wielu, ale stłoczeni na małej przestrzeni skutecznie uniemożliwiali szybkie dotarcie do maleńkiego trawnika przed domem. Po za zgromadzeniem ludności cywilnej, w okolicy kręciło się też całkiem sporo mundurowych w seledynowych odblaskowych kamizelkach.
Na i tak ciasno zastawionym chodniku upchano kilka samochodów policyjnych, w tym furgonetkę techników i pojazd koronera. Na nic więcej miejsca już nie starczyło.
Detektywa Alberto nie było nigdzie widać, musiał być więc wewnątrz budynku razem z ekipą i ludźmi z "obsługi" miejsc zbrodni.
licznik słów: 140
Awatar użytkownika
Vivianne Carman
Dane:
Odpisy: powolnie - 3-4 dni
Posty: 37
Rejestracja: 22 sty 2018, 2:02

Re: Watson's St.

18 lut 2018, 0:29

Rudo-czarna kulka sierści poderwała się ze swojego legowiska przy biurku Carman. Alex widząc swoją opiekunkę, zaczepił ją mokrym nosem w okolicę nadgarstka. Brunetka spojrzawszy w rozumiejące oczy psa uniosła dłoń. Płynnym i niegwałtownym ruchem przejechała od pyska po sam czubek głowy psa, drapiąc go za uchem tak jak lubił najbardziej.
- Mamy nową robotę, tak. - pokiwała głową, jakby czytając w myślach futrzanego podpieczonego. Przechodząc przez sam środek pomieszczenia wydzielonych biurek i typowych urzędniczej papierologii boksów, nie dostrzegła wspomnianego przez H-H Torresa. Jeśli aż tak mu na tym zależało, pojawi się na miejscu prędzej czy później. Zgodnie z poleceniem przełożonego sporządziła rysopis podejrzanego Turka a stażyście kazała zająć się doprowadzeniem listu gończego do końca. Kilka minut później byli już w samochodzie. Pies, zadowolony z nowej przygody i samego faktu podróży automobilem, usadowił się wygodnie na tyle. Trasa zajęła im ponad trzydzieści minut - pierwszych chwil jego zainteresowania a później kolejnych, znacznie dłuższych minut snu między przeplatanką jej przyciszonych przekleństw. Nie miała zamiaru jechać na kogutach. Kiedy pojawili się na miejscu, w radiu grał jakiś niszowy zespół lat siedemdziesiątych, zresztą kto by ich tam wiedział, równie dobrze mogły to być dzieciaki stylu new-new-new-and-once-again-new age. Wyłączyła samochód i nieudolne wycie do mikrofonu, poprawiła kurtkę, kaburę i ściągnęła z nosa okulary przeciwsłoneczne. Wylądowały na siedzeniu pasażera.
Wypuszczony wreszcie na wolność, czujny jak zwykle Alex wyskoczył i zaczekał aż Viv zatrzaśnie za nim drzwi i wyda bezgłośne polecenie. Nozdrza czworonoga poruszały się rytmicznie, jakby już coś zwęszył. Na przykład grillowaną kiełbasę w ogródku sąsiada. W czasie krótkiej przechadzki między samochodem a przedstawicielami policji, Carman rozglądała się po okolicy i stłoczonych wokół ludziach.
- Może wejść? - zapytała jakiegoś pierwszego-lepszego funkcjonariusza, wskazując na swojego pupila i odznakę. - Co mamy? - chciała się szybko zorientować. Jeśli sprawa jest specyficzna, będzie musiała zostawić Alexa w samochodzie. - I gdzie - do kurwy nędzy, jakby to powiedział H-H - znajdę detektywa Alberto? - wolała dopytać. Po wyjaśnieniu sprawy z psem miała zamiar skierować się właśnie w kierunku kolegi po fachu.
licznik słów: 415
Awatar użytkownika
Zły Wilk
Mistrz Gry
Posty: 81
Rejestracja: 21 wrz 2017, 16:20

Re: Watson's St.

19 lut 2018, 19:28

Jeden z policjantów podniósł taśmę oddzielającą "miejsce zbrodni" od gapiów i reszty nudnego londyńskiego przedmieścia i wskazał otwarte drzwi do domu.
- Detektyw Alberto jest w środku. - Poczuł się też zobowiązany odprowadzić Viviane do drzwi i odpowiedzieć na jej pytania, ale dopiero po kilku krokach, gdy dystans od wścibskich uszu miejscowej społeczności, był już na tyle duży iż mógł swobodnie mówić.
- Cztery trupy, jeszcze ciepłe. Dwoje w zapaści, pojechali już do szpitala. Prawdopodobnie ćpuny. Nie odniósł się do pytania o obecność psa, więc można było sądzić iż żadnych przeciwwskazań nie było. A przynajmniej zakazu wpuszczania policyjnych czworonogów. Zatrzymał się przy drzwiach wejściowych i jak prawdziwy Brytyjczyk otworzył je przed policjantką.

Wewnątrz panował całkiem spory ruch. Zwłaszcza w salonie, w którym rozegrała się cała akcja tego dramatu. Kanapa i kilka wielkich, wygodnych foteli zajmowały cała niemal przestrzeń w centrum pomieszczenia. Ustawiono je w typowy sposób, wokół całkiem sporego, długiego, dębowego stołu o zaokrąglonych krawędziach. Na kanapie, w pozycji półleżącej, spoczywał mężczyzna w średnim wieku. Głowę miał odchyloną do tyłu, usta szeroko otwarte. Obok niego, w pozycji embrionalnej, z głową na udzie mężczyzny, leżała sporo młodsza kobieta. Oboje wyglądali jak by zasnęli podczas oglądania późno w nocy telewizji. Na przeciwko, po drugiej strony stołu, w fotelach, siedziało dmuch mężczyzn. Jeden młody, otyły, i jeden trochę starszy, z gęstym czarnym zarostem. Otyły leżał niemal na wznak,z szeroko rozłożonymi rękoma i nogami. Facet z broda miął głowę przechyloną na bok, z pół otwartych ust wciąż ściekała strużka śliny. Obydwaj również wyglądali jak by po prostu w pewnym momencie spotkania zasnęli.
Koleje trzy fotele były puste, z czego jeden przewrócony.
Na stole znajdowało się siedem pustych filiżanek po herbacie. Alex od razu podbiegł do jednej z nich i zaczął obwąchiwać, jak gdyby spotkał jakiś nowy, lub interesujący zapach. Po za nimi stały dwie miski z do połowy wyjedzonymi czipsami. Okruszki po nich znajdowało się również na ubraniu najgrubszego z mężczyzn i w brodzie kolejnego. Pod stołem leżał stos gier planszowych i dwa podręczniki do gier fabularnych, w które powtykano kartki powyrywane z zeszytu. Fotografów właśnie robił im zdjęcia. Tuż obok, jeden z techników kończył zdejmować odciski palców z dłoni mężczyzny śpiącego "na popielniczkę".
Reszta pomieszczenia wyglądała całkiem prozaicznie. Kilka mebli i pospolitych ozdób. Nic co przykuwało by uwagę.
-Carmen! - Charakterystyczny śpiewny głos dochodził z kuchni, oddzielonej od salonu prowizoryczną ścianą z regałów. - A co ty tutaj robisz? Chcesz popatrzeć jak pracuje prawdziwy policjant? Nauczyć cię czegoś?
Alberto siedział w lodówce. Gryzł coś , co prawdopodobnie w niej znalazł. Był zaskoczony pojawieniem się policjantki. Ale wizytę tą przyjął dość entuzjastycznie.
licznik słów: 526
Awatar użytkownika
Vivianne Carman
Dane:
Odpisy: powolnie - 3-4 dni
Posty: 37
Rejestracja: 22 sty 2018, 2:02

Re: Watson's St.

19 lut 2018, 22:36

Świetnie, pomyślała oglądając się ostatni raz za siebie. Tłumek gapiów nie rzedł. Najwidoczniej nie mieli co robić w biały dzień i zamiast pracować, szukali sensacji tam gdzie... tam gdzie w rzeczy samej zaistniała. Zgodnie ze słowami funkcjonariusza, cztery trupy to cztery powody do plotek. I poczwórna robota, ale skoro mowa była o ćpaniu, może nie do końca. Po nie do końca naturalnym zachowaniu H-H, myślała, że zastanie coś innego. Może nie tym się martwił.
Obejrzała scenę w salonie. Denaci wyglądali jakby zasnęli albo zostali zatrzymani w czasie, pozwalając komuś uwiecznić nieszczególny, przypadkowy moment na zdjęciu. O ile miało to swoją zasadność w przypadku pary na kanapie, tak mężczyźni naprzeciw nich nie wyglądali na skorych do przyznania temu racji.
- Gdzie siódmy? - zapytała czując pod palcami przyjemne łaskotanie sierści Alexa, który zainteresował się filiżanką. Viviane przeszła obok kanapy przyglądając się parze. Uniosła głowę i tylko spojrzała na dwóch pozostałych nieszczęśników.
Słysząc głos Alberto, przewróciła oczami. Przeszła do kuchni.
- Daj mi swój telefon, szybko. - poprosiła siląc się na odrobinę zaaferowania w głosie i mimice. Nie obchodziło ją akurat to, że Alberto prawdopodobnie zjadał część dowodów. Puściła mimo uszu jego uwagi. - Muszę coś sprawdzić.
licznik słów: 248
Awatar użytkownika
Zły Wilk
Mistrz Gry
Posty: 81
Rejestracja: 21 wrz 2017, 16:20

Re: Watson's St.

20 lut 2018, 16:53

Pytanie o siódmą osobę nie miało konkretnego adresata, więc nikt z osób przebywających w salonie nie zadał sobie trudu by udzielić na nie odpowiedzi. Pracujących nad gromadzeniem i zabezpieczeniem materiału dowodowego ludzi, nawet to specjalnie nie interesowało. Jedynie Alex uniósł ciekawie łeb do góry, myśląc może że jego pani chce czegoś konkretnego, ale nie potrafiąc odpowiedzieć na pytanie, zwiesił łeb z powrotem, burknął i wrócił do obwąchiwania podłogi i stóp denatów.

-Zapomnij Vivi. I tak jest rozładowany. - Zaskoczony Alberto wzruszył ramionami przełykając ostatni kąsek znalezionego w lodówce smakołyku. Wizja oddania komuś swojego telefonu wprawiała go w lekkie przerażenie. Nie potrafił znaleźć sensownego powodu dla którego miał by zrobić coś tak szalonego. Cokolwiek chciała by sprawdzić, nawet znajoma policjantka, nie mogła przecież odkryć gigabajtów pornografii które tu zgromadził.
-Jak chcesz mój numer telefonu, wystarczy poprosić. Wiesz co, otwórz notatnik i zanotuj sobie. Swoją drogą. Dziś wieczorem co robisz? Mogę Cię nauczyć nie tylko tego fachu. Jeżeli wiesz co mam na myśli.
licznik słów: 196
Awatar użytkownika
Vivianne Carman
Dane:
Odpisy: powolnie - 3-4 dni
Posty: 37
Rejestracja: 22 sty 2018, 2:02

Re: Watson's St.

10 mar 2018, 23:22

Przygryzła policzki próbując się nie uśmiechnąć. Wiedział, że coś się święci, a po prostu miała zamiar zrobić mu psikusa. Jego teksty wcale ją nie bawiły, chociaż dla świętego spokoju odpowiadała. I to rzadko. Może było to błędem, bo nadal uważał, że jest w jakikolwiek sposób zainteresowana relacjami bliższymi niż dalsze. Przewróciła jedynie oczyma, z otwartych drzwi lodówki wyciągnęła puszkę pomarańczowego napoju i potrząsnęła nią powoli, dwukrotnie, w sugestywny sposób.
- Tak? Możesz to powiedzieć Staremu. Najlepiej przez, cytując "jebany telefon". - przedstawiła mu swój koncept na wolny wieczór. Podejrzewała, że będzie się zajmować tym, o czym Alberto zapomniał. Czyli wykonywaniem swojej roboty. Tak jak powinno się to robić. Miała dziwne przeczucie, że H-H chce ją przez tę sprawę sprawdzić.
- Powiedz mi co tu się stało i co już ustaliliście. - odkręciła napój, ale spostrzegłszy, że ktoś już z niego pił, zakręciła butelkę i odłożyła ją na swoje miejsce. - I gdzie jest siódma ofiara? - zapytała podpierając się pod boki.
licznik słów: 202
Awatar użytkownika
Zły Wilk
Mistrz Gry
Posty: 81
Rejestracja: 21 wrz 2017, 16:20

Re: Watson's St.

16 mar 2018, 14:08

Albero uśmiechał się jeszcze przed dłuższą chwilę zalotnie. Nawet puścił oczko w stronę dużo młodszej od siebie koleżanki. Początkowo nic na to nie wskazywało, ale wtedy właśnie go olśniło. Przebłysk geniuszu spowodował iż połączył wnioski i zrozumiał co Carman ma na myśli, cytując szefa.
- O w mordę! Stary mnie zabije. Kriss! Pożycz ładowarkę! Cholera Carman, czemu nie mówisz od razu że się do mnie dobija. Znowu pomyśli że go zlewam.
Jeden z policjantów kręcących się po kuchni wyciągnął z zasobnika na kamizelce ładowarkę i nie przerywając nawet swojego zajęcia, jak gdyby nigdy nic, podał ją detektywowi.
- Nie otwarte są na samym dole. - Alberto podpowiedział podłączając się do gniazdka przy ekspresie do kawy. Uśmiech zniknął z jego twarzy. Wizja rozmowy z Hoganem w takiej sytuacji wyraźnie go stresowała. Domyślił się nawet tego co mogła w tym wypadku oznaczać obecność policjantki. Niezależnie od tego czy była to konsekwencja jego zaniedbania, czy jakaś własna fanaberia szefa policji, Alberto domyślił się iż tą sprawą już nie musi się już przejmować. "Stary" często zmieniał prowadzących. Nie raz dawało to znacznie lepsze rezultaty niż czekanie długimi miesiącami na nowe poszlaki. Świerze spojrzenie nowego prowadzącego nie raz już pozwalało odkryć to co poprzednik pominął. Zrezygnowany i powoli już pogodzony z wizją kolejnej klęski, Alberto postanowił dłużej nie zgrywać cwaniaka i podzielić się swoją wiedzą. Miał teraz znacznie poważniejszy problem.
- OK Carman. Sprawa nie jest trudna. Denaci to jakieś przeciętniaki. Nie ma ich w kartotekach, chyba że za wykroczenia drogowe, ale to jest jeszcze sprawdzane. Nerdy, jak wy to teraz mówicie. Najprawdopodobniej łyknęli jakieś feralne świństwo i efekty sama widzisz. Dwoje walczy o życie. Są w The Royal London Hospital.
Jedna osoba musiała wypić mniej. Zobaczyła co się odjebało, spanikowała i uciekła. Wykluczył bym otrucie. Nie wiadomo jeszcze co zażyli. Wyniki z chemii będą po 18. Nie wiem co ci jeszcze mogę powiedzieć. To nawet nie są typowe ćpuny. Kupili jakieś trefne świństwo by było im ciekawiej wywoływać duchy czy w co tam się teraz gra. To jest wynajęty dom. Firma Hugin czy coś tam. Wizytówki są przy wejściu. Coś jeszcze chcesz wiedzieć?
Trzymał już telefon w dłoni co chwilę odświerzając ekran. Ikona ładowanej baterii mrugała radośnie, ale chyba było jeszcze za wcześnie by włączyć telefon i zobaczyć ilość nieodebranych połączeń od Wściekłego Psa Hogana.
licznik słów: 453
Awatar użytkownika
Vivianne Carman
Dane:
Odpisy: powolnie - 3-4 dni
Posty: 37
Rejestracja: 22 sty 2018, 2:02

Re: Watson's St.

24 mar 2018, 13:14

I tak nie chciało jej się pić. Miała zamiar, ale nawet nie wzruszyła ramionami, posyłając Alberto spojrzenie, które prawdopodobnie nic mu nie mówiło. Domyśl się, policjanciku, domyśl. Rozejrzała się po kuchni i kiedy Alberto zaczął opowiadać jej to zdążył ustalić, postanowiła, że najlepiej będzie przejść się do miejsca, w którym leżą ciała. Pociągnęła go za sobą.
- Zanim zabiorą ich na sekcję zwłok przyjrzę się jeszcze każdemu z bliska. – powiedziała gdzieś między wyjaśnieniami kolegi. Powtórzyła to ekipie „sprzątającej”, jeśli nie została wystarczająco zrozumiana. Możliwe, że Alberto miał rację i sprawę będzie można zamknąć w krótkim czasie. Dziwne, że Stary reagował na to w tak dynamiczny sposób. Może dotyczyło go to personalnie? Nie ma nic lepszego jak ciekawość zawodowa. I rodząca się w tyle głowy frywolna plotka.
- O której godzinie zaczęli świrować? I kto was wezwał? Zebraliście jakieś zeznania z okolicy? – zapytała podchodząc do pary przy kanapie. Obejrzała miejsce sprawdzając czy nie znajdzie wokół niczego podejrzanego. Będzie musiała sprawdzić ich telefony i portale społecznościowe, aby odnaleźć ostatniego uczestnika zabawy. Ciekawe, czy jeszcze żyje. Nie wiadomo co za świństwo wzięli i jakie ma skutki w mniejszych dawkach.
- Jeśli coś ci się przypomni, masz mój numer. – powiedziała zerkając na jego zatroskaną minę i podłączony do ładowarki telefon. Nie miała zamiaru mówić mu o tym, że H-H najwyraźniej przejmował się sprawą. Zresztą, kto go tam cholera wie.
Ostatnio zmieniony 28 mar 2018, 22:35 przez Vivianne Carman, łącznie zmieniany 1 raz. licznik słów: 283
Awatar użytkownika
Zły Wilk
Mistrz Gry
Posty: 81
Rejestracja: 21 wrz 2017, 16:20

Re: Watson's St.

28 mar 2018, 17:47

Detektyw był zbytnio zestresowany przyszłą rozmową z szefem by zajmować się interpretacją min policjantki. Nigdy zresztą nie był w tym tak naprawdę dobry. Nie protestował gdy młodsza koleżanka zaciągnęła go do salonu. W innych okolicznościach pewnie też by nie protestował.
- Carman. Wyluzuj. - Nie do końca było wiadomo kogo chciał uspokoić tymi słowami. Potrzebował też chwili by zebrać myśli i skupić się nad odpowiedziami.
- Jestem tu dopiero od 30 minut. Sama sobie ustalaj przebieg. Jak by to miało jakieś znaczenie. Wzruszył ramionami obojętnie, wsadzając jedną z dłoni w kieszeń. Wzrok skierował na miskę z czipsami. Gdyby był w lepszym humorze nie powstrzymywał by się.
- Ktoś wezwał pogotowie koło 5.30. Dzwoniono z budki telefonicznej na rogu. Ratownicy weszli bo było otwarte. Od razu zabrali tą dwójkę która jeszcze żyła. Wezwali patol. - Wtrącił jeden z techników. Starszy siwy gość z potężnymi wąsami. Prawdopodobnie szef ekipy. Resztę dopowiedział już Alberto.
- Dyspozytornia nagrała rozmowę. Ale to, wywiad w okolicy i dane wynajmu domu trzeba dopiero ustalić. Zanotuj sobie. Laboratorium będzie miało wyniki po 18? Już to chyba mówiłem.
Policjant nie wyglądał teraz na kogoś kto ma głowę do takich rzeczy. Za chwilę będzie mógł już włączyć telefon. Przerażało go to bardziej niż wizja znalezienia się z zaułku z bandą "syryjskich uchodźców."
- A. Nie dałaś mi jeszcze swojego numeru Carman. - Zauważył po chwili z jeszcze smutniejszą miną.
licznik słów: 261

Wróć do „City”



Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość