Mieszkanie nad sklepem okultystyczno-zielarskim

Wejście znajduje się w sklepie!

Otoczona jest dzielnicami: Swiss Cottage, Highgate, Willesden, zamieszkała przez Cyganów i ludzi wolnych zawodów. Jest to także dzielnica pubów i kawiarenek.
Awatar użytkownika
Irina
Dane:
Odpisy: powolnie - 3-4 dni
Posty: 177
Rejestracja: 29 cze 2017, 21:52

Re: Mieszkanie nad sklepem okultystyczno-zielarskim

18 lip 2017, 7:34

W tematyce matematyki zostało już wszystko powiedziane, to też nie podjęła tematu. Dodatkowo i tak była skupiona na przypominanie sobie egipskich symboli i ich znaczenia. A nie było łatwe mieć w głowie całą symbolikę z przełomu różnych epok oraz części świata. Choć Egipt przynajmniej miał parunastu bogów od wszystkiego. I był raczej znany, jeśli chodzi o religię. Gorzej, gdyby jej towarzysz zapragnął mieć tatuaż z hinduskimi bogami, wtedy nie byłoby już tak pięknie. Wtedy miałby też kilkanaście bogów do wyboru, tyle, że liczą w tysiącach. Irina nawet nie zamierzała wkuwać ich symboliki, znała paru ważniejszych i dalej posiłkowała się literaturą. Słysząc słowa mężczyzny, próbowała opanować śmiech. No błagam. Zapytała wprost:
- Czyli jest pan bożym posłańcem, obserwatorem o wielkiej wiedzy i determinacji? Nadal są to tylko ogólne pojęcia, które można podciągnąć pod wiele rzeczy. Zawiewałoby mi to przerośniętym ego, ale biorąc pod uwagę dzisiejszy poranek…. To cóż. Jestem w stanie uwierzyć, że coś jest na rzeczy.
Spotykała już wielu szaleńców mających się za bogów. I to poważnie, sądzili, że mogą wszystko. Część z nich już pewnie nawet nie żyje, ale nic nie mogła na to poradzić, nie była psychiatrą, ani nekromantą. Jednakże to, co prezentował sobą mężczyzna, jak i fakt, że potrafił przywrócić harmonię i ład po porannym zamieszaniu, sprawiał, że Irina sądziła, że ma w sobie jakiś boski pierwiastek. Ale kim ona była, żeby to oceniać? Mimo studiów i życia w wielkim mieście, nadal czuła się małą dziewczynką z ukraińskiej wioski na zadupiu. Tam to już nawet psy dupami nie szczekały, a diabeł nie mówił dobranoc. Ale również przez to odczucie, że jeszcze jest dzieciakiem nie lubiła być nazywana panią. Jednak musiała zachowywać kulturę i używać tych wszystkich form grzecznościowych, mimo że szczerze za nimi nie przepadała. Ale taki był już jej @Los. Zazwyczaj też, gdy jedna strona proponowała przejście na Ty, druga strona czyniła to samo, jednak w tym wypadku tak nie było. Toteż Irina nieśmiało zapytała:
- A czy pan zdradziłby mi swoje imię?
To nie tylko ciekawość, ale w myślach był ciągle „panem”. Nawet jeśli wolał pozostawać tak nazywanym, to przynajmniej zbierając myśli mogłaby pominąć tę cholerną formę „pan”.
licznik słów: 433
Awatar użytkownika
Los
Na urlopie
Dane:
Posty: 577
Rejestracja: 09 mar 2017, 21:49

Re: Mieszkanie nad sklepem okultystyczno-zielarskim

20 lip 2017, 22:35

- A czy wyglądam na posłańca? - Uniósł lekko brew. No właśnie. Posłańcy byli obowiązkowi i skupiali się na jasno wytyczonym celu. Siedzenie bez koszuli na łóżku właścicielki sklepu nie było raczej jasno wytyczonym celem, ani kolejną zmienną, jaka była potrzebna do osiągnięcia takowego. Był to wynik przypadku. Czy boski posłaniec kalałby swe powołanie tym, że zbaczałby z wyznaczonych ścieżek? Czy znajdowałby czas na ratowanie uciśnionych panien przed konsekwencjami ich czynów? To nie pasowało zbyt dokładnie. By standardowo utrudnić efekt pracy dedukcji, dodał kolejne zdanie. - W pewnym sensie wszystkie istoty są choćby przez chwilę w swoich żywotach posłańcami. Czasami jest to słowo, czasami trzeba dostarczyć pakunek. Posłańcy są aż nazbyt szerokim pojęciem, by można było jednoznacznie kogoś w ten sposób określić, nie sądzisz, Irino?
Irina mogła spotykać szaleńców podających się za bogów, albo bogów podających się za szaleńców. Pierwsza grupa miała przerąbane z żółtymi papierami, druga sama decydowała jaki będzie rzeczywisty odbiór ich działań. Kim w tym wszystkim był właściciel fedory? Może pomostem, który łączył obie grupy?
- Jack Smith - Spłynęło z jego ust, kiedy spytała o jego imię. Czy mogła się z nim na spokojnie zaznajomić? Z imieniem, nie z Jackiem. Niestety nie było to dane, bo nagle mężczyzna rzucił się na nią, przygważdżając do łóżka. Niespodziewany zwrot akcji nie był wywołany wcale tym, że Jack zapragnął skrzywdzić Irinę. Sytuację dobrze tłumaczył cień, który przeleciał już nad nimi.
- Leż jak najniżej. I ani drgnij! - Syknął, kiedy stoczył się z niej. Aromat cytrusów został wymieszany z odorem siarki. Najwidoczniej jedna z ksiąg nie zamierzała czekać, aż Jack zajmie się jej rozpracowywaniem. Nie wyglądało to dobrze, zważywszy, że kilkanaście minut temu był mocno osłabiony.
licznik słów: 347
Ona jest niezniszczalna. Wrzucisz taką do wulkanu, to Ci pamiątki przyniesie.
Awatar użytkownika
Irina
Dane:
Odpisy: powolnie - 3-4 dni
Posty: 177
Rejestracja: 29 cze 2017, 21:52

Re: Mieszkanie nad sklepem okultystyczno-zielarskim

20 lip 2017, 22:58

Odpowiedziała na pytanie pytaniem:
- A bo ja wiem?
Nie znała się na tym, to skąd miała wiedzieć? Nie każdy dostawca miał czapeczkę z logiem firmy i paczkę pod pachą. Dlatego też nie miała zbyt inteligentnej odpowiedzi, na jego pytanie. I tak, mężczyzna lubił utrudniać. Nie oczekiwała od niego odpowiedzi wprost, ale czasem mógłby powiedzieć jej coś, co nie było pytaniem na jej pytanie. Choć to też wpływało bardzo na jego aurę tajemniczości, przez to był taki interesujący. Dlatego też nie narzekała. Odpowiedziała na jego wywód:
- Nie miałam na myśli nic obraźliwego. I tak, każdy choć przez chwilę jest posłańcem. Wierzę, że ma pan jakiś cel. Ale nie tylko tym się żyje. Cel to priorytet, ale powinien być też czas na inne rzeczy.
Śmiesznie brzmiało to z ust osoby, który cały swój czas poświęcała pracy w sklepie. Liczył się piniondz. I renoma. I po prostu lubiła to. A biznes sam się nie rozkręci. Przecież musiała spłacić budynek, na bieżąco spłacać rachunki, jak i swój nieformalny kredyt. Ale była dobrej myśli, powoli, bo powoli, ale zaczynała wychodzić na plus. Za rok, może dwa sklep powinien generować już całkiem solidne dochody. Doczekała się w końcu pierwszej, jednoznacznej odpowiedzi na jej pytanie. Czyli mężczyzna w fedorze nazywał się Jack Smith. Gdyby była atencyjną nastolatką zapewne szukałaby go na twarzoksiążce. Ale nawet taki pomysł nie wpadł jej do głowy. Powiedziała więc od razu:
- Miło poznać pana imię.
Nie przeszła na formę per Ty, bo nie uzyskała takiej zgody. Niektórzy woleli się za szybko nie spoufalać. I Irina to szanowała. Jednak zaraz po chwili leżała jak kłoda na plecach, nie wiedząc co się dzieje. Tuż nad nią był mężczyzna, zdążyła tylko zapytać zirytowana i zdziwiona:
- Co do cho...
Nie było dane jej dokończyć, bo nagle poczuła zapach siarki. Nagle nad ich głowami przeleciał jakiś cień. Co to u licha było? Jednak nie miała chęci tego sprawdzać. Bez gadania wykonała polecenie mężczyzny, wbijając się jeszcze bardziej w materac. Zdezorientowana nawet nie pytała, co się stało. Po prostu leżała z bijącym jak młot sercem, mając nadzieję, że zaraz nie zostanie wydmuszką. Kiedy mężczyzna z niej zszedł, nadal pozostała w bezruchu. A w głowie miała tylko wielkie znaki zapytania.
licznik słów: 445
Awatar użytkownika
Kostucha
Na urlopie
Dane:
Odpisy: spokojnie - w ciągu 48 godzin
Posty: 301
Rejestracja: 09 mar 2017, 14:36

Re: Mieszkanie nad sklepem okultystyczno-zielarskim

21 lip 2017, 1:05

Irina ucięła sobie zaprawdę długą pogawędkę ze swoim wybawcą. Ba! Bardzo szybko zaakceptowała fakt, że nie był on człowiekiem. Oj Irina Irina... czyżbyś była aż tak łatwowierna? Królowie kłamstw uznają cię za żyzną glebę do siania obłudy oraz fałszu.

Czas mijał, zegar tykał. Tymoszenko zapomniała już o codzienności, o tym, że przecież jej sklep powinien być czynny. Że powinna zachować czujność i myśleć zdroworozsądkowo. Że powinna pamiętać o swoim skrzydlatym przyjacielu... nawet nie dostrzegła, że zniknął z pola widzenia (i słyszenia).

Sam "pan w fedorze" chyba zapomniał jak bardzo jest stary i z iloma to niewiastami miał do czynienia. Może współcześnie to rzeczywiście otaczał się jedynie bezwstydnicami, ale pomiędzy nimi nadal zdarzały się perełki, które pragnie się pielęgnować niczym kwiaty.
Irina taka była. Pragnął o nią zadbać. Nauczyć. Pokazać. Wskazać drogę...
Ile czasu mu zajmie, by się zdziwić, że się zdziwił? Nic co ludzkie i spisane nie powinno być mu obce... a jednak. Coś poplątało mu myśli. Może to przez to osłabienie? A może wpływ snujących się po jego ciele symboli, które ciągle zmieniały położenie? Jeszcze chwile temu nie było ich na plecach, ale te leniwie przemieszczały się i w końcu znalazły się również tam. Snuły się po skórze, ryjąc koryta niczym rzeki, acz omijały szerokim łukiem jego własny tatuaż. To nie tak, że znaki te pozostawały na swoim miejscu. One były żywe, ruszały się i ciągle zmieniały swoje miejsce. Jakby czegoś szukały.

Całemu temu umysłowemu odrętwieniu zaczęły towarzyszyć pytania.
Jak to się właściwie stało, że czuł się tak swobodnie w mieszkaniu zwykłej, pospolitej kobiety?
Czemu tak nagle pozwalał się jej oglądać jakby szukała tylko kleszcza?
Jak to się stało, że tak szybko nawiązał relację na granicy bliskości i daremności?
Czy ta młoda kobieta rzeczywiście z nim kokietowała, bo było to w jej naturze, czy też ją coś ośmieliło? Do tego on sam się podjął zabawy i bawił... bawił słowami, bo przecież lubił. Grał w zdania, nic nie znaczące morały i filozoficzne dyrdymały. Otworzył, niekoniecznie dzieląc się prawdą. Tak po prostu. Przez przypadek. Bo miał taką ochotę...

Czyżby?

Mieli sprawdzić poziom zagrożenia, przebadać księgi, lalkę, obadać co tu się właściwie dzieje, ale ciągle odbiegali od głównych tematów. Coś odpędzało ich od celów i zamierzeń.

Czy ON rzeczywiście po to tutaj przyszedł? To był ten moment, że mogło zapalić się mu światło z tyłu głowy. Coś ewidentnie wpłynęło na ich zachowanie. Czynnik zewnętrzny nad którym potrafił bez problemu zapanować, ale musiał być jego świadom.

Znów to pragnienie. Tak silne, że zmuszające do czynu.

I teraz leżał na niej. Oczywiście heroicznie uchronił dziewoję przed cieniem, które wydostało się z przeklętej księgi, no ale... Irina miała bardzo utrudnione zadanie, by się skupić nad nowym zagrożeniem.

Czemu? Bo wszystkie jej myśli krążyły w okół NIEGO. Na Johnie Smithie, który zakleszczył ją w klatce swoich ramion. Jego mięśnie były stalowe, dawały ochronę, którą każda kobieta na świecie pragnęła. Skóra paliła i miało się ochotę jej dotykać, a zapach otumaniał do takiego stopnia, że chciało się w tej woni utonąć. Czy tego chciała, czy też nie, czuła to coś, co wstydliwie określiłaby pożądaniem i tylko to, że z niej zszedł, uchroniło ją przed podświadomym objęciem mężczyzny w pasie. Zawód aż ranił serce. Odczuła gwałtowny żal, że przerwał to połączenie. Natomiast on...

Samedi. Napływało imię na usta Johna, choć wcale nie wypowiadał go na głos. To szczególne veve uwydatniło się na jego lewym boku, na śledzionie, a reszta pomniejszych symboli krążyło w tańcu wokół. Marionetkarz już wiedział czyją księgę spaczono, widział, że nie jest ona głównym źródłem, ale rodziło to setki kolejnych pytań. Zabrakło jednak czasu nad ich rozważeniem, bo coś co winno być "po drugiej stronie" wypełzło do rzeczywistości. Nie mógł jednak natychmiast reagować. Nie dlatego, że był słaby, ale otumaniony zawartością woluminu, który pochłonął.

Cień wymknął się z sypialni i zniknął w dalszej części mieszkania. Coś łupnęło i huknęło w kuchni, jakby zostało zrzucone na ziemię, po czym nastąpiła cisza.

// Odwracam kolejkę @Irina twoja kolej, później @Los .
licznik słów: 821
Awatar użytkownika
Irina
Dane:
Odpisy: powolnie - 3-4 dni
Posty: 177
Rejestracja: 29 cze 2017, 21:52

Re: Mieszkanie nad sklepem okultystyczno-zielarskim

21 lip 2017, 12:23

Nie, Irina nie była łatwowierna, ale wychowała się w przekonaniu, że są istoty, które tylko wyglądem przypominają człowieka. Dlatego też akceptowała ten fakt, co wcale nie umniejszało jej ciekawości. Stąd też pozwoliła sobie na nieotwieranie sklepu o zwykłej porze. Przecież nadal były tam rozpalone kadzidła. Jak miała tam posprzątać? Jak pracować? O swojego skrzydlatego przyjaciela się nie obawiała. Przecież wyleciał z pomieszczenia, czyż nie? Może był oswojony, ale miał swoje własne ptasie sprawy. I czasem lubił znikać.
Dlaczego nie brali się jeszcze za dokończenie roboty? Ano dlatego, że pan Smith chciał wypocząć. Przecież jeszcze nie dawno siłą musiała go zaciągać do łóżka, nieprzytomnego. I to właśnie od niego zależało, kiedy ponownie zaczną. To on musiał wydobrzeć, nie mogła go popędzać. W końcu uratował jej życie, była mu winna za to. W momencie kiedy leżała pod nim szybko minęło jej zirytowanie tym jakże oryginalnym spoufalaniem. Irina walczyła z myślami. Z jednej strony było to niedorzeczne, bezwstydne i w ogóle nie w jej stylu. Z drugiej strony ten uścisk sprawiał, że czuła się bezpieczna. Jej myśli płynęły dwoma różnymi nurtami. Czując ten intensywny zapach cytrusów, ciepło jego ciała, coś zaczęło w niej pękać. Jakby chciała go pocałować i olać tę sytuację. Naprawdę tego chciała, jednak świadomie powstrzymywała się przed tym. Leżała nieruchomo, delektując się tą bliskością. Co z nią nie tak? Znowu jakieś cholerstwo chciało atakować, a jej jakieś czułości w głowie. Miała straszny mętlik w myślach. Kiedy zszedł z niej, naprawdę zrobiło się jej żal. Było to przyjemne doświadczenie. Ale no cholera jasna! Tutaj było niebezpiecznie! Irina nie mogła wytrzymać tego, co się z nią działo. Była zła sama na siebie. Czuła się kompletna idiotka, po raz kolejny tego dnia. Nadal leżąc nieruchomo, po prostu patrzyła, co zamierza zrobić mężczyzna w fedorze. I tym sposobem zauważyła, że veve pojawiło się na jego lewym boku. I że miała rację. Veve jest złośliwe i podczas gdy ona sprawdzała plecy, to ono znajdowało się gdzie indziej. Zakryte przed jej spojrzeniem. Usłyszała nagle huk w kuchni, aż mimowolnie drgnęła. Coś musiało zlecieć, a raczej zostać zrzucone przez ten cień. Sielanka została przerwana, znowu trzeba było chronić życie. Zadała kluczowe pytanie mężczyźnie:
- Co mam robić?
Chciała pomóc. Chciała działać. Oczyścić umysł z tej dziwnej pokusy delektowania się Jack’iem. Ale najważniejszym było pozbycie się tego czegoś i wysłanie wprost do domu po drugiej stronie. Chciała działać, już teraz od razu. Ale nie chciała znowu postąpić lekkomyślnie. Dlatego też nie kiwnęła nawet palcem, bo przecież miała się nie ruszać. Nie było jej to w smak, ale jeśli mieli oboje przeżyć to musiała wykonywać polecenia. Musieli oczyścić tę cholerną księgę do końca, pozbyć się tego gówna, co wleciało do jej kuchni. Wszystko to jednak wykraczało poza jej wiedzę. Nie potrafiła sama walczyć z tym czymś. Znowu miała wyrzuty sumienia i czuła się jak kretynka, że ściągnęła to coś do Londynu, do swojego świata. To też potęgowało jej uczucie, że musi działać! A tymczasem leżała jak księżna na łożu. Chciała wiedzieć, co powinna robić, aby pomóc, a nie jeszcze bardziej ich pogrążyć w tej dziwnej i niebezpiecznej sytuacji.
licznik słów: 642
Awatar użytkownika
Los
Na urlopie
Dane:
Posty: 577
Rejestracja: 09 mar 2017, 21:49

Re: Mieszkanie nad sklepem okultystyczno-zielarskim

22 lip 2017, 0:08

Samedi... czyżby chciał naruszyć pakty? Rodziły się ponownie nowe pytania. Czemu wszyscy tak dziczeli? Czemu wszystko zdarzało się raz po raz? To nie mógł być przypadek. Ktoś odpowiadał za całą tą sytuację, a Jack już się dowie kto. Czyż nie władał wiedzą?
Zerwał się z łóżka. Mimo iż w fedorze i pełnym garniturze prezentował się nobliwie, chciałoby się nawet rzec, że "staro", to bez koszuli widać było harmonijną grę mięśni pod skórą. Nie był świadom tego, co się urodziło w Irinie. Musiał być skupiony na tym, co się działo dokoła. I tak wykazał się sporą przytomnością, że uniemożliwił zderzenie się cienia z Iriną. Istota, która wyrwała się z księgi, siedziała w kuchni. Trudno, trzeba było jakoś sobie z tym poradzić. Nie mógł jednak skupiać się na Irinie, cieniu i veve. Aktualnie veve się nie mógł pozbyć, a cień sam z siebie nie zniknie.
- Zabierz lalkę i ucieknij do sklepu. Zabezpiecz drzwi, żeby nic się nie wydostało. Odciągnę od ciebie jego uwagę. Nie pytaj, działaj - Powiedział zdecydowanym tonem. Potem skupił się na tym, by istota nie z tego padołu rzeczywiście mogła skupić się na nim. Irina nie widziała, co dokładnie zrobił Jack. Kiedy już wykona jego wolę, odwrócenie uwagi demona było związane z oślepiającym blaskiem. Jack może i był osłabiony, ale kim był jego przeciwnik, by stanowić dla niego zagrożenie? To się miało okazać.
licznik słów: 262
Ona jest niezniszczalna. Wrzucisz taką do wulkanu, to Ci pamiątki przyniesie.
Awatar użytkownika
Kostucha
Na urlopie
Dane:
Odpisy: spokojnie - w ciągu 48 godzin
Posty: 301
Rejestracja: 09 mar 2017, 14:36

Re: Mieszkanie nad sklepem okultystyczno-zielarskim

22 lip 2017, 9:58

Irina była pełna rozterek emocjonalnych i nie podjęła żadnych działań. Raz schrzaniła sprawę i teraz nie potrafiła po sobie posprzątać. Musiał to zrobić ktoś inny, w tym wypadku John... A raczej Jack Smith. Życie było wredne, a Śmierć jeszcze wredniejsza. Nic nie może być przepełnione tylko radością, tak jak nic nie jest wypełnione jedynie smutkiem. Przynajmniej nie na tym ziemskim padole. Tymoszenko prędzej, czy później zetknęłaby sie z konsekwencjami swoich działań i jeśli w końcu ruszy się z łóżka, by wykonać polecenie nowo poznanego mężczyzny w fedorze, to zobaczy ów demona w kuchni. Istoty niematerialne prędko słabły w tej rzeczywistości jeśli nie były karmione silnymi emocjami lub nie miały nosicielo. Cień, duch, czy demon - jak zwali, tak zwali - opętał jedyną istotę żywą jaką był teraz wstanie... Kruka. Udomiowiony ptak, który zawsze był częścią życia Iriny, w milczeniu siedział na parapecie otwartego okna i łypał na Marionetkarza. Rzerdź, na której dotychczas siedział, była przewrócona. Dla Iriny Floki niczym się nie wyróżniał z wyglądu. Nie zionął ogniem i nie miał czerwonych ślepi. Jednak gdyby spróbowała wydać nawet najprostrze polecenia to, by ich nie usłuchał. Kruk balansował na granicy ucieczki przez okno i silnego pragnienia. Jakiego? Na ziemi leżało pudełko, sianko i rozsypane igły. Pomiędzy nimi bezwładnie zrzucona laleczka. Widocznie chciał je zabrać, ale ograniczała go nieporadność ptaka.
licznik słów: 259
Awatar użytkownika
Irina
Dane:
Odpisy: powolnie - 3-4 dni
Posty: 177
Rejestracja: 29 cze 2017, 21:52

Re: Mieszkanie nad sklepem okultystyczno-zielarskim

24 lip 2017, 23:00

Czy na każdym kroku musiała czuć się napiętnowana z powodu tego, że tak strasznie schrzaniła? Chyba tak. Potulnie zeszła z łóżka i zaczęła wypełniać rozkaz mężczyzny. Pierwsze co zrobiła to ruszyła szybko po lalkę. Oczywiście spojrzała pod nogi, żeby nagle nic jej nie wyskoczyło. O ile ptaszor jej nie przeszkodził (choć nie wiedziała, że może mieć taki zamiar), to złapała przez kilka warstw spódnicy delikatnie lalkę i włożyła ją pudełka, schowała do kieszeni (tak, ten model miał ukrytą kieszonkę). Tak, aby nie zostać pokłuta i zabezpieczyć się przed ewentualnym wypadnięciem lalki z kieszeni. Zrobiła to szybkim ruchem, ponieważ nie oszukując się, trochę jej się śpieszyło. Jeśli nie miała ku temu przeszkód, to spróbowała przesunąć Flokiego na skraj parapetu (wewnątrz mieszkania) i szybkim ruchem zamknęła okno. Jeśli ptak bez większych obiekcji dał się przesunąć na parapecie, to po prostu zamknęła okno. Nawet nie spoglądała, co się dzieje na dole. A może i powinna, ponieważ jej szybki ruch sprawił, że zapomniała o kaktusie wielkości pięści, który stał na drodze okna. I w ten właśnie sposób udało jej się zrzucić przypadkiem niczego winnemu kwiatka. No pięknie. Momentalnie spojrzała w dół, zauważając dwie kobiety. W tym jedną bez koszulki, które próbowały chyba się tutaj dostać. Zdziwiona powiedziała w stronę Jacka:
- Jakieś dwie baby stoją pod oknem.
Po czym, jeśli nic jej nie przeszkodziło okno zostało zamknięte do końca. Jeśli ptak nie wyleciał, to nie zabierała go ze sobą. Za duże ryzyko, że udusi się na dole w obłokach dymu. Lepiej było dla niego, żeby tu został. Była czujna, podekscytowana, znowu czuła jak adrenalina buzuje w jej krwi. Jednak starała się opanować emocje, robiąc wszystko szybko, ale ostrożnie. Już miała biec do drzwi, kiedy zauważyła kątem oka, że żerdź należąca do ptaka jest przewrócona. Floki nigdy jej nie przewracał. Zatrzymała się na chwilę w biegu, spoglądając uważnie na ptaka. Jego aura się zmieniła. Coś było z nim nie tak. Jak gdyby stał się uosobieniem czegoś bardzo złego. Trzymając rękę na swojej kieszeni przez cały czas, dbała o to, aby cenny pakunek nie zmienił swojego położenia. Z ręką na klamce, powiedziała:
- Panie Smith, coś jest nie tak z aurą kruka.
Była gotowa się ewakuować w każdej chwili, ale była zaniepokojona tym, co mogło się dziać z ptakiem. Sama wywalona żerdź mocno ją zdziwiła. W tej sytuacji przyglądała się uważnie wszelkim szczegółom i szybko wyłapywała pewne nieścisłości. Do kuchni nawet nie wchodziła, w końcu tam był ten cień. I miała się do niego nie zbliżać. Miała dwie opcje, albo olać to wszystko i uciec na dół, albo pomóc panu Smithowi .
licznik słów: 536
Awatar użytkownika
Los
Na urlopie
Dane:
Posty: 577
Rejestracja: 09 mar 2017, 21:49

Re: Mieszkanie nad sklepem okultystyczno-zielarskim

25 lip 2017, 7:34

Już raz wydał polecenie. Ba! Nawet oślepił przybysza i co? I nikt tego nie zauważył.
- WYNOCHA! - wrzasnął na Irinę, nie spuszczając kruka z oczu. Czemu u diabła jeszcze tkwiła w tym pomieszczeniu, jeśli wcześniej wyraźnie nakazał pośpiech? Jack doskonale wiedział, gdzie cień jest. Zapewne z tego powodu, że jego oczy były teraz całkowicie czarne. Irina nie mogła tego widzieć, ale czerń powoli rozlewała się na jego białka. Kumulował siły, którym przybysz nie będzie się mógł oprzeć.
licznik słów: 94
Ona jest niezniszczalna. Wrzucisz taką do wulkanu, to Ci pamiątki przyniesie.
Awatar użytkownika
Irina
Dane:
Odpisy: powolnie - 3-4 dni
Posty: 177
Rejestracja: 29 cze 2017, 21:52

Re: Mieszkanie nad sklepem okultystyczno-zielarskim

25 lip 2017, 14:52

Jednak jej dalsze działania napotkały się z przeszkodą. Silny, nieznoszący sprzeciwu głos mężczyzny, który wydał polecenie bardzo szybkiej ewakuacji z tego miejsca. Dlatego jej działania zakończyły się na wzięciu lalki przez fałdy spódnicy i schowanie jej do pudełka, a później do kieszeni. Wtem właśnie została wyrzucona z własnego mieszkania. Aha, fajnie. Nie podeszła nawet do ptaka, nie zamknęła okna, ani też nie zrzuciła kaktusa, zauważając obecność dwóch kobiet pod sklepem. Obiecała spełniać jego polecenia, dlatego też były one przeszkodą w dalszych działaniach. Trzymając pudełko jeszcze dodatkowo ręką, pobiegła do drzwi, otwierając je, w celu ucieczki. Jeśli nic ją nie zaskoczyło, to zamknęła je za sobą na klamkę.

//Post prostujący poprzedni. Teraz kolej Kostuchy, dalsza kolejka bez zmian z mojego „żądania”.//
licznik słów: 157

Wróć do „Hampstead”



Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość