Sklep Okultystyczno-Zielarski

Otoczona jest dzielnicami: Swiss Cottage, Highgate, Willesden, zamieszkała przez Cyganów i ludzi wolnych zawodów. Jest to także dzielnica pubów i kawiarenek.
Awatar użytkownika
Irina
Dane:
Odpisy: powolnie - 3-4 dni
Posty: 179
Rejestracja: 29 cze 2017, 21:52

Sklep Okultystyczno-Zielarski

02 lip 2017, 13:57

Sklep Okultystyczno-Zielarski

Obrazek


Gdzieś pomiędzy różnymi sklepami, pracowniami i stoiskami znajduje się niewielki budynek. Jest to jednopiętrowy ceglany przybytek, którego wejście znajduję się w zaułku, ślepej uliczce. Lokalizacja choć niepozorna, sprawia wrażenie, że skupia tylko ludzi, którzy dokładnie wiedzą jak tam dotrzeć. Aby się tam dostać należy zejść po schodkach, ponieważ lokal znajduje się w piwnicy. Czarne poręcze schodów, oraz schody i drzwi zbudowane z hebanowego drewna. Same drzwi wyglądają na ciężkie, toporne, z atestem antywłamaniowym (który zresztą mają). Tuż nad nimi znajduje się również hebanowa, gruba belka z krwistoczerwonym napisem „Sklep okultystyczno-zielarski”. Kiedy już złapiesz za stalową klamkę i uchylisz drzwi, usłyszysz delikatny dźwięk dzwoneczka, który sygnalizuje Twoją obecność. Od samego progu wyczuwasz aromat sosnowy, oraz kilka innych słodkawych zapachów, tworzących mieszankę wręcz zachęcającą do zajrzenia głębiej. Zamykając za sobą drzwi, zapewne rozglądasz się po pomieszczeniu. Jest to jedno duże prostokątne pomieszczenie o powierzchni ok. 100 m kwadratowych. I tutaj zobaczysz sentyment właścicielki do drewna hebanowego, ponieważ cały parkiet jest z niego zbudowany, a wszelkie półki, stoliki, jak i sama lada, również są z niego ukształtowane. Lekko połyskujący parkiet zdradza też czerwone refleksy, które idealnie pasują do ciemnej czerwieni na ścianach. Co dosyć nietypowe, w tym sklepie nie ma okien. Jednak mimo wszystko wyczuwasz świeży, chłodny powiew, który pozwala Ci swobodnie oddychać. Jest to zasługa sprytnie ukrytej klimatyzacji. Po Twojej prawej stronie stoi ciemny pojemnik na parasolki, a tuż obok niego, po całej szerokości znajdują się wysokie na blisko trzy metry regały. Każdy z nich jest wypełniony po brzegi książkami. Możesz dojrzeć książki w przeróżnym stanie. Jedne współczesne o prostych wierzchach z podanym tytułem i autorem. Jednak znajdują się też takie, których zmierzwiona, ale bogato zdobiona okładka sugeruje, że są dosyć wiekowe. Kiedy obrócisz głowę w lewo zobaczysz kolejne trzy regały wypełnione po brzegi. Jednak nie ma na nich żadnych książek. Znajdują się na nich stoją duże słoiki w przeróżnych barwach. Przyglądając się im, dostrzegasz niewielkie nalepki na przodzie szkła. Napisane są na nich po łacinie nazwy roślin, które znajdują się w środku. Wysuszone liście, korzenie, kłącza, bulwy, a nawet kwiaty. Całą długość, którą musisz przejść, aby dotrzeć do lady zajmują kolejne, lecz już nie tak wysokie regały. Mają niewiele ponad dwa metry wysokości. Z zarówno prawej jak i lewej strony dostrzegasz trzy regały. Czyżby trójki były zamierzone? Z lewej strony na regałach stoją przedziwne przedmioty. Mógłbyś przysiąc, że zauważyłeś suszone kurze łapki, róg nosorożca czy coś, co nazwałbyś afrodyzjakiem. W półblasku świec stojących na samej górze regału dostrzegasz obrazy bożków, rytuałów i coś, co przypomina runy oraz hieroglify. Spoglądając w prawo dostrzegasz takie same regały, na których mienią się kusząco dziwne kształty. Kiedy podejdziesz bliżej zauważasz złote i srebrne przedmioty. Cała masa posążków, małych moździerzy, naczynia, świeczniki, oraz coś, czego przeciętny człowiek nie potrafi nazwać. Na samej górze stoją świeczki, a nad nimi znajdują się łapacze snów, „żyrandole” z kości, z piórek, z kamieniami. Wszystko w różnych połączeniach, kolorach i proporcjach. Na samym środku sali stoi ogromny, okrągły stół. A na nim stoi kilka wysokich świeczek. Jednak ciężko dostrzec blat. Leżą na nim przeróżne sztylety. Długie, krótkie, proste, sierpy, o innych abstrakcyjnych ostrzach. Stół ma też półkę, na której leżą małe kominki do podgrzewania olejków eterycznych oraz pałeczki zapachowe. Wokół niego znajduje się też kilka mniejszych stolików, na których znajdują się książki, runy, kamienie szlachetne, dziwna biżuteria czy przedmioty na pozór zwyczajne. Kiedy jednak postanawiasz dojść do samego końca, zwracasz uwagę na ogromną ladę, której kształt przywodzi literę L połączoną z jej lustrzanym odbiciem. Po prawej stronie leżą na niej różne słoiczki. Maści, ciecze, proszki, miody, oraz takie, których szkło jest tak ciemne, że nie potrafisz dojrzeć, co znajduje się w środku. Tutaj również dostrzegasz na każdym słoiczku małe karteczki z łacińskimi napisami. Z drugiej strony zaś leżą kolejne przedziwne przedmioty, z których przeciętne oko rozpozna tylko kadzidełka. Na całej długości ściany, przy której znajduje się lada, są ciemne, wiecznie zamknięte drzwi oraz stoi 6 dużych szaf. Cztery środkowe mają oszklone drzwi. Znajdują się tam różne rodzaje broni białej. Miecze, katany, topory, szable, halabardy, bagnety oraz wiele więcej śmiercionośnych narzędzi, które laik nazwie po prostu mieczami. Pozostałe dwie szafy są zamknięte na kłódki, a ich wnętrze jest owiane aurą tajemniczości. Tuż obok lady dostrzegasz też wysoki na półtora metra pręt w kształcie litery T. Zazwyczaj możesz ujrzeć na nim wypchanego, dużego kruka o lśniących piórach. Przypatrując się jego czarnym jak śmierć oczom, odnosisz wrażenie, że nie jest to zwykły eksponat. Jednak w momencie, kiedy spróbujesz dotknąć aksamitnych piór, przeżyjesz mini zawał. Okazuje się bowiem, że kruk jest żywy. Uświadamiasz sobie, że przez cały czas, kiedy oglądałeś wszystkie te dziwne przedmioty, ptak bacznie Cię obserwował. A więc to stąd poczucie, że ktoś dokładnie i z precyzją analizuje każdy Twój ruch. Ale czy to wszystko? Podnosisz oczu ku niebu, aby zobaczyć co ciekawe znajduje się na suficie. Jednak to, co widzisz zaskakuje. Widzisz siebie. Ogromne lustro odbija, jak w krzywym zwierciadle wszystko, co dzieje się w tym przybytku. Na środku jedynie majestatycznie wisi ciemny żyrandol ze świecami w środku. Całe to miejsce wręcz przeszywa mistyczną aurą, tajemniczością, oryginalnością i nietuzinkowością. Wchodząc tu po raz któryś z kolei zawsze czujesz, że to miejsce, w którym czujesz się dosyć dziwnie, jak gdyby ogrom tych dziwnych przedmiotów wywoływał w Tobie chęć posiadania tego wszystkiego na własność. Jednak coś sprawia, że chcesz tu wracać i napawać się tą przedziwnie przyciągającą atmosferą. Czyżby jakieś czary?


A co znajduje się za drzwiami przy ladzie? Jeśli zostałeś tam zaproszony to możesz być z siebie dumny. Jesteś jedną z nielicznych osób, które ujrzały magazyn. Jest to średniej wielkości pomieszczenie, które sprawia wrażenie równie tajemniczego jak sala główna. Kolejne regały wypełnione dziwnymi przedmiotami, jednak tutaj o dziwo znajdują się już zwykłe lampy jarzeniówki. Hebanowa podłoga, białe jak kreda ściany. Tutaj asortyment wiecznie się zmienia, to co tutaj zobaczysz, zależy od momentu, w którym się tutaj znajdziesz. Jednak mimo wielu stołów i regałów zauważasz coś jeszcze. Niewielkie ciemne schody, przylegające do boku ściany, naprzeciwko drzwi. U szczytu schodów znajdują się ciężkie, hebanowe drzwi, prawie jak te wejściowe. A kiedy naciśniesz klamkę…
KONTYNUACJA W TEMACIE MIESZKANIE NAD SKLEPEM OKULTYSTYCZNO-ZIELARSKIM
Ostatnio zmieniony 02 lip 2017, 18:16 przez Irina, łącznie zmieniany 2 razy. licznik słów: 1245
Awatar użytkownika
Irina
Dane:
Odpisy: powolnie - 3-4 dni
Posty: 179
Rejestracja: 29 cze 2017, 21:52

Re: Sklep Okultystyczno-Zielarski

02 lip 2017, 18:09

TEMAT CHWILOWO ZAMKNIĘTY - TRWA INTRO


Wstęp:


Irina znała @Jade Adams z Caribbean Touch. Kto by nie znał przy takich koneksjach i znajomości lokalnego półświatka? Jednakże to nie z powodu plotek, a osobistego doświadczenia mogła pochwalić się tą niezwykłą znajomością. Jade była stałą bywalczynią w jej sklepie i nie rzadko zaopatrywała się u niej w przeróżne rzeczy. Ba! Raz zamówiła u niej nawet haszysz z pod lady, ale to już była ich słodka tajemnica. Wracając. Irina prędko dostrzegła, że poziom wtajemniczenia kobiety w arkany magii był wręcz imponujący. Nasza neopoganka rzadko kiedy miała okazję poznać kogokolwiek tak zagłębionego w okultyzm, a "Mama Jade" mogła być karaibską wiedźmą z prawdziwego zdarzenia. Czy to przez to właśnie poczuła niezwykłą wieź ze swoją klientką?
Z początku "tego" nie dostrzegła. "To" była jak niewidzialna nić - pajęczyna, którą pomiędzy nimi pająk oplatał za każdym razem, gdy Jade pojawiała się w jej sklepie. Można powiedzieć, że "nadawały na tych samych falach", lecz pochodzenie tego wrażenia było kompletnie inne. Dopiero po paru tygodniach Irina zrozumiała, że to było coś... złego. Skąd ta groza?
Była to wczesna godzina, ledwo przekroczyła próg i weszła na zaplecze. Za chwilę miała otworzyć sklep i rozpocząć kolejny zwykły dzień, gdy dostrzegła coś, czego nie powinno być w jej sanktuarium. Na ladzie leżało pudełeczko. Nie było ozdobne, nie było nawet zamknięte. Gdy Irina podeszła bliżej mogła zobaczyć jego zawartość. W słomie leżała mała, płócienna laleczka wypchana siankiem. Zamiast oczu miała dwa brązowe guziki, zaś włosy były z ciemnej włóczki. Zabawka nie miała ubranka, lecz centralnie na wysokość piersi miała ciemno czerwoną kropkę, jakby plamkę od krwi. Irina nie była głupia. Doskonale wiedziała, że to była laleczka Voodoo, ale zdawała się być niekompletna. Brakowało dodatkowych atrybutów, które by sugerowały ofiarę, a mimo tego z niewiadomych powodów kojarzyła jej się z Jade. Czemu? Nie miała bladego pojęcia, a im bardziej próbowała skojarzyć jakieś fakty lub irracjonalnie uzasadnić to wrażenie to tym bardziej plątały się jej myśli. Co zatem zrobi Irina?

***

Kolejny dzień, pozornie taki sam jak poprzedni. Jednak prowadzenie sklepu o takiej specyfice sprawiało, że każdy dzień przynosił jej wiele nowych doświadczeń. Mimo że pracowała praktycznie codziennie od rana do nocy, to nigdy nie była tym przemęczona. Po prostu uwielbiała swoją pracę, ba! Ona ją kochała. Wstała jak zwykle o 5:30 rano,nakarmiła Flokiego, zjadła śniadanie, poćwiczyła trochę swoje ciało, wzięła prysznic, porobiła kilka ważnych dla większości kobiet rzeczy w łazience. Zaraz po siódmej wykonała parę telefonów do swoich dostawców, aby złożyć zamówienia i dowiedzieć się co nowego się pojawiło na rynku. Wprawdzie mogła odpalić darknet’a, ale wolała zajmować się internetowymi zamówieniami wieczorem. Tuż przed godziną ósmą, zamknęła drzwi do swojego mieszkania, zeszła po schodach na zaplecze. Gdy tylko uchyliła drzwi do sklepu, poczuła, że coś jest nie tak. Dziwna aura? A może podświadomie zauważyła coś dziwnego? Wyciągając z kieszeni sukienki długie zapałki, zaczęła zapalać wszystkie świeczki. Obok jednego regału stała mała drabina. Czyżby zapomniała jej sprzątnąć? Gdy już w pomieszczeniu panował tylko półmrok, miejscami odpychany przez blask świeczki, spojrzała na ladę. Jej wzrok przykuło małe pudełeczko na blacie. Zamknęła drzwi od zaplecza i chowając zapałki z powrotem do kieszeni, podeszła bliżej. Była święcie przekonana, że nic takiego nie zostawiała wczoraj na ladzie. Nie patrząc jeszcze na ten pakunek, ruszyła ku drzwiom wejściowym sklepu. Choć zawsze sprawdzała je kilka razy, czy na pewno były zamknięte, teraz nie miała już tej pewności. Jednak okazały się zamknięte. Drzwi nie nosiły śladów wymontowania i wmontowania ich z powrotem. Poza tym obudziłby ją alarm. Jak i połowę dzielnicy. Zaczęła dopatrywać się złośliwego ducha, który postanowił sobie porobić z niej żarty. W końcu człowiek nie mógłby wejść niezauważony. Wreszcie podeszła do lady i zamarła. W zwykłym pudełku na sianku leżała laleczko Voodoo. Jednak była dziwna. Niekompletna, pozbawiona wszelkich znaków, kogo miała symbolizować. Nie było ludzkich włosów, kawałków ubrania, ani czegoś, co nosiła przyszła ofiara. Jednak maleńka kropelka krwi na „ciele” laleczki… Nie było nic lepszego niż krew, aby zjednoczyć kukłę z prawdziwym człowiekiem. Ale czy to była na pewno krew? Biorąc pod uwagę swoje złe przeczucia, jak i podłą aurę, była wręcz przekonana, że to coś niedobrego. Spoglądając z każdej strony na lalkę, coraz wyraźniej słyszała we własnej głowie głos: Adams… Adams… Adams… Jade… Adams… Jade… Jade… Adams… Próbowała bagatelizować ten nieznośny głos. Przecież było to zupełnie nielogiczne. Przecież ciemne oczy i włosy ma pewnie z pół Londynu, jak nie więcej. Jednak ta podła aura laleczki nie dawała jej spokoju. Nie mogła tego dłużej zignorować. Wyciągnęła spod lady metalowe szczypce i delikatnie złapała nimi lalkę w pasie. Na długość swojej ręki spokojnie obracała nią, żeby dojrzeć jakieś szczegóły. Może jakiś nietypowy szef? Jakieś przebarwienie? Podpis autora? Znała co prawda wielu czarowników, a część z nich nawet pokazywała jej swoje dzieła. Z pewnością potrafiłaby rozpoznać „podpis sprawcy”. Każdy, szanujący się czarownik ze swoich lalek tworzył arcydzieło. Zawsze było w nich coś charakterystycznego, coś co wskazywało jej autora. Zaczęła też rozglądać się po sklepie, chodząc z tą nieszczęsną lalką na szczypcach. A może ktoś jeszcze ukrył tutaj jakąś wskazówkę? Może jakiś drobiazg? A może subtelna zmiana w przestawieniu czegoś? A jeśli lalka jest przeklęta i zareaguje w kontakcie z czymś, co może ją zniszczyć albo wzmocnić? Chodziła tak, lekko nerwowo, przypatrując się wszystkim pułkom. Doskonale znała swój sklep i zauważyłaby, jakby coś nietypowego się w nim pojawiło.
licznik słów: 1138
Awatar użytkownika
Kostucha
Na urlopie
Dane:
Odpisy: spokojnie - w ciągu 48 godzin
Posty: 301
Rejestracja: 09 mar 2017, 14:36

Re: Sklep Okultystyczno-Zielarski

02 lip 2017, 21:52

Wewnętrzny głos wyszeptywał imię klientki, sugerując do kogo "przypięty" został artefakt. Jednakże nasza bohaterka nie miała żadnego dowodu na to, że tak rzeczywiście było. Jedynie "intuicja" i nic więcej.
Irina słusznie uczyniła, że wyciągnęła laleczkę przez metalowe szczypce. Wsuwając narzędzie w miękkie sianko prędko uświadomiła sobie, że były tam nie tylko wysuszone pędy trawy. Pośród nich tkwił stos krawieckich igieł, aż dziw, że lalka nie była na nie nabita. Ktoś nieostrożny z pewnością pokłułby się, gdyby tak po prostu gołą ręką wyciągnął zabawkę z pudełka.
Laleczka nie wyróżniała się niczym specjalnym. Jej kształt był niechlujny, jakby ktoś szył ją pierwszy raz w życiu. Nie przypominała żadnej innej, z którą Irina mogła mieć styczność. Jednakże z technicznej strony została wykonana dobrze. Nie pruła się, guziki nie wisiały na nitce, a materiał był całkiem nowy i w dodatku czysty, nie licząc jedynej brunatnej plamki na jej piersi.
Chodząc nerwowo po sklepie czujesz to Irina. Czujesz jak ktoś się tobie przygląda, choć jesteś w sklepie absolutnie sama, a zwartość półek nie została zmieniona. Nikt tu niczego nie dotykał, nikt się tu nie przechadzał, ale wrażenie bliskiego zła cię nie opuszczało. Lalka lalką pozostała. Nic się z nią nie działo, nie reagowała na żadne z tamtejszych przedmiotów. Jade z pewnością sięgnęłaby po swoje karty tarota, a ty? Gdzie będziesz szukać odpowiedzi lub wskazówek, którą drogą iść?
licznik słów: 282
Awatar użytkownika
Irina
Dane:
Odpisy: powolnie - 3-4 dni
Posty: 179
Rejestracja: 29 cze 2017, 21:52

Re: Sklep Okultystyczno-Zielarski

02 lip 2017, 22:13

Przyglądając się lalce zobaczyła, że jest zrobiona poprawnie, lecz kwestia zdolności manualnych artysty była raczej niezbyt chlubna. A napakowanie lalki igłami to szczyt świństwa. Choć teraz mogła wnioskować, że krew należy do samego autora. Jeśli ona jej nie dotykała, to musiał ukłuć się ktoś kto ją uszył, albo tutaj podrzucił. Wiedziała na pewno, że kukła była zrobiona ludzkimi rękami, ale było w niej coś takiego… Nie zdziwiłaby się, jakby lalka zaczęła ją przeszywać swoimi guzikowymi oczami. Widząc, że lalka nie reaguje na żaden przedmiot, z którym miała styczność, a w sklepie nic się nie zmieniło, podeszła zrezygnowana do lady. Wolną ręką sięgnęła po długą wykałaczkę. Mając cały czas na uwadze, że lalka może jednak być związana z kimś, trzymała ją delikatnie, ale stanowczo. Nie pozwoliłaby jej upaść. Ręką z patyczkiem zaczęła grzebać w sianku, szukając czegoś nowego. W świetle świeczki, łatwo dostrzegłaby coś mieniącego się, albo metalowego. Wolała niczego gołymi rękoma nie dotykać. W głowie wciąż rozbrzmiewało imię stałej klientki. Czy była to lalka przeznaczona dla niej? A może stworzona przez nią? Wykluczyła tę drugą opcję, przez te miesiące współpracy, solidnych rabatów za duże zakupy, jak i zawsze miłej atmosfery, a wręcz tworzącej się przyjaźni, Jade nie przysłałaby jej laleczki voodoo napchanej igłami. Cholera wie czy nie miały jakiegoś HIVa albo żółtaczki typu C. Odłożyła w końcu lalkę z powrotem do pudełeczka. Powinna ją rozpruć, aby zobaczyć czy nic więcej się w niej nie znajduje. Ale jeśli ta krew należała do Jade? Wtedy mogłoby dojść do strasznych rzeczy. Wstała ze swojego miejsca, skierowała się do półki, która była wypełniona książkami na temat voodoo. Wzięła kilka z nich, wróciła do lady i zaczęła kartkować, szukając czegoś na temat lalki z igłami. Jeśli to nie przyniosło skutku, to znowu siedziała w miejscu, dumając nad tym, co zrobiłaby Jade? Przypomniała sobie ich pierwsze spotkanie. Co kupowała? Kilka książek o spirytystycznych praktykach… i tarota! Irina nie była nigdy jakoś specjalnie dobra w karcianych wróżbach. Ale jeśli książki ją zawiodły, to może spróbować tego? Wybrała karty i rozłożyła tarota. Powoli wyciągała pojedyncze karty, szukając sensownej przepowiedni.
licznik słów: 447
Awatar użytkownika
Kostucha
Na urlopie
Dane:
Odpisy: spokojnie - w ciągu 48 godzin
Posty: 301
Rejestracja: 09 mar 2017, 14:36

Re: Sklep Okultystyczno-Zielarski

02 lip 2017, 22:40

Wiedza Iriny na temat laleczki była wystarczająca i w księgach nie było zawartej tajemniczej legendy lub opowiastki, która mogłaby cokolwiek zasugerować. Doskonale wiedziała, że laleczka jest niekompletna, można by powiedzieć, że była specjalnie niedorobiona jakby miała pasować do każdego... Gdyby Irina sprzedawała pochodne we własnym sklepie to właśnie w takiej formie. Brakowało tylko ulotki "Szybko i łatwo zajmiesz się swoim wrogiem!". Ewidentnie miała za mało wskazówek, by brnąć dalej w książki.

Tarot z kolei byłby dość dobrym rozwiązaniem, ale dla Jade, nie dla Iriny. Jak sama przyznała, nie specjalizowała się w układaniu kart, a ponadto musiała zadawać odpowiednie sprecyzowane pytania. Układanie tarota tylko po to, by otrzymać przepowiednię nie miało sensu. Czemu? Bo przepowiedziała sobie i innym śmierć. Cudownie. Problem tkwił w tym, że każdy kiedyś umrze. Tak samo jak każdy nie raz spotka się z nieszczęściem i wręcz przeciwnie, będzie kiedyś miał farta. Załóżmy jednak, że w "losowo" ułożonych kartach kryła się odpowiedź. Trzeba ją umieć odczytać, a do tego wymagało wprawy i praktyki.
Jade. Znów Jade.

No Irina, masz sklep pełen wróżbiarskich i ezoterycznych zabawek. Wysil się. Wszak w asortymencie masz wszystko, od ziółek i kadzidełek począwszy, przez kryształowe kule, wachadełki i świece do wróżenia, a kończąc na tabliczkach ouja i innych dziwnych przedmiotach, które kurzą się w kątach, bo czekają na specjalnych klientów.
licznik słów: 269
Awatar użytkownika
Irina
Dane:
Odpisy: powolnie - 3-4 dni
Posty: 179
Rejestracja: 29 cze 2017, 21:52

Re: Sklep Okultystyczno-Zielarski

02 lip 2017, 23:04

W sianku nic nie znalazła, więc odłożyła lalkę do pudełeczka. Odłożyła szczypce obok i przypatrywała się kartą. Śmierć. Świetnie. W życiu pewne są tylko dwie rzeczy – śmierć i podatki. Także karta ją nie zaskoczyła. W książkach nic nie znalazła. Co począć? Postanowiła spróbować innej metody. Zaczęła grzebać przy ogromnym, okrągłym stole, znalazła to, czego szukała. Tabliczka Ouija. Czując się wciąż obserwowana przez coś, o paskudnej aurze, postanowiła to wykorzystać. Wyciągnęła spod lady kredę i narysowała na podłodze na tyle duży pentagram, że mogła w nim spokojnie siedzieć, nie przerywając linii. Przyniosła też sześć świec i ustawiła je na każdym zakończeniu ramion gwiazdy. Rozpaliła kadzidła i do środku kręgu weszła wraz z tablicą, niewielkim sztyletem i uroczym prezentem w pudełku, który trzymała nadal szczypcami. Usiadła w pozycji lotosu i trzymając rękę na drewnianym wskaźniku, na czystym polu tabliczki, zaczęła wyciszać swój umysł. Po kilku minutach była już tylko pustym naczyniem, które chłonęło aurę. Jeszcze wyraźniej wyczuwała, że jakaś opatrzność ją obserwuje, że coś tutaj jest. Jednak czy będzie chciało się z nią skontaktować? Lalka leżała tuż przed nią, w razie gdyby zaczęło się coś z nią dziać. Irina wzięła niewielki sztylet w lewą dłoń i rozcięła sobie prawą. Nie była to głęboka rana, ale krwawiła dosyć intensywnie. Jej świeża i młoda krew miała być ofiarą dla bóstwa, które postanowiło ją odwiedzić. Krwawiącą rękę położyła ponownie na drewnianym wskaźniku, plamiąc go doszczętnie. Z zamkniętymi oczami, zaczęła mówić łaciną:
- Kim jesteś?
Z napięciem trzymała dłoń na drewnianym wskaźniku, próbując wyłapać choćby najmniejsze drganie. Nie dociskała go mocno, aby nawet duch z krótkim stażem, miał na tyle siły, aby kierować wskaźnik na litery. Każda sekunda dłużyła jej się niemiłosiernie, w oczekiwaniu na jakiś znak. Nadal jednak starała się utrzymać w spokoju duchowym. Bez paniki, stresu i nerwów.
licznik słów: 394
Awatar użytkownika
Kostucha
Na urlopie
Dane:
Odpisy: spokojnie - w ciągu 48 godzin
Posty: 301
Rejestracja: 09 mar 2017, 14:36

Re: Sklep Okultystyczno-Zielarski

02 lip 2017, 23:59

Ironia @Losu. Historia zataczała koło, tyle że w tej opowieści uczestniczą tym razem inni bohaterowie. Dokładniej jedna bohaterka, która nie używała lamp w swoim sklepie. Dzień dopiero się zaczynał, ale Irina lubiła pełne wrażeń przygody, jak na przykład krwawe rytuały z paranormalnymi siłami w tle. Szybko dociekła (niekoniecznie słusznie), że tajemniczy podarek miał jakieś powiązanie z duchem, ale do tabliczki oujia niepotrzebny był pentagram, krąg świec i ofiara z krwi. Jednak z jakiegoś powodu zdecydowała się na spotęgowanie efektu, zapominając o podstawowych zasadach BHP okultystów: rytuały to ostateczność i należy się przed nimi zabezpieczyć. Próba kontaktu z "czymś" (co de facto nie wiadomo czym było) to bardzo nieostrożne posunięcie. Irina założyła, że jej własna krew stanie się ofiara dla jakiegoś bóstwa, ale przecież wszechświat był pełen innych istot, mniej lub bardziej przyjaznych człowiekowi, które również się nią karmiły. Niestety, tych złych było o wiele, wiele więcej, a intuicja Iriny cały czas podpowiadała jej, że to coś "groźnego". Mimo tego nie posłuchała swojego głosu rozsądku.
Z początku nie działo się kompletnie nic. Było cicho. Przez zamknięte drzwi wejściowe ledwo słyszała trąbienie samochodów przecznicę dalej, przechadzających się ludzi po chodniku po drugiej stronie ulicy, gruchające gołębie przy śmietniku. Lecz z chwilą gdy tylko wydusiła z siebie głos, by zadać pytanie "kim jesteś?", nastała prawdziwa głuchota. Świat jakby umarł, a w okół niej zrobiło się.... smutniej?
Zgasły wszystkie świece prócz tych, które Irina rozstawiła w rogach pentagramu. Wskaźnik na tabliczce nie drgnął. Nie dostała odpowiedzi od tego "czegoś" co wywołała. Lalka nadal bezczynnie leżała w pudełku. Za to jej kruk, Floki, który siedział na swojej żerdzi, zakrakał żałośnie w stronę w głębi lokalu. Nie było okien i nie było tam światła, przez to Irina widziała tylko rozmywające się w ciemnościach linie regałów. Nie było tam nikogo, ani niczego nie było. Przynajmniej tego nie widziała.
Kra! Kra! - Coraz bardziej darł się jej zwierzęcy przyjaciel, a do jego krakania dołączył się nagle charakterystyczny dźwięk pękającego szkła.
licznik słów: 418
Awatar użytkownika
Irina
Dane:
Odpisy: powolnie - 3-4 dni
Posty: 179
Rejestracja: 29 cze 2017, 21:52

Re: Sklep Okultystyczno-Zielarski

03 lip 2017, 0:24

To był błąd. Czyżby jej głupota czy manipulacja? Powoli wszystko robiło się… smutne. Poczuła jak opada z sił witalnych, jakby nigdy nie miała być już szczęśliwa. Czy to była właśnie aura tej zjawy? Nieszczęśnik, który zabił się przez swój ból egzystencjalny? Czy może jakiś demon żywiący się ludzkim nieszczęściem? Kiedy usłyszała krakanie Flokiego, wiedziała już, że koniec z tym wszystkim. Zaraz po tym usłyszała jak pękają lustra. To, co tutaj się znajdowało, było zbyt silne. Irina musiała to przerwać. Podniosła się z podłogi, butem zmazując fragment pentagramu. Przełamała krąg. Korzystając z tego, że to coś, powinno być osłabione, podbiegła w stronę Flokiego, po drodze zgarniając słoik z suszoną mieszanką bielunia, pokrzywy, dzięgla leśnego, białej szałwii i rojnika. Taka mieszanka dla nosa zwykłego śmiertelnika była wonią jakiegoś bagniska, zaś wszelkie istoty pozaziemskie o złych intencjach nienawidziły tego zapachu, odstraszał je. W biegu otworzyła słoik, którego zawartość buchnęła jej zapachem prosto w twarz. Jeśli nic jej nie przeszkodziło to podbiegła do lady, a na jej ramieniu zasiadł kruk. Wyciągnęła z niej sól oraz pokruszony magnetyt, rozsypując go wokół siebie. Zapaliła dwie gromnice stojące na ladzie,schowała się pod nią, przyciskając do swojego brzucha kruka, po czym zaczęła mówić po łacinie:
- Powiedz czego chcesz, albo odejdź stąd!
Mówiąc to wysypała połowę zawartości słoika na ziemię, wokół siebie. Czy mogła z tym walczyć? Jeśli chciała z tym czymś porozumieć, musiała to osłabić. To było jasne. Zbyt pochopnie podjęła tę decyzję. Jednak musiała sprawić, żeby to coś, przestało czuć rządzę jej krwi. O ile jeszcze lustra i ciemność nie były tragedią, to wciąż świeża woń krwi, sprawiała, że to coś najwidoczniej zaczęło świrować. Irina jednak postanowiła się poświęcić, wiedząc, że ma teraz tylko jeden sposób na to, żeby jej krew nie była już tak atrakcyjna dla demona. Włożyła skaleczoną rękę prosto w sól. Sycząc z bólu, powoli zabrała piekielnie bolącą dłoń z kubki soli. Dłoń piekła ją jak cholera, wyciskając łzy z oczu, ale dzięki temu krew stała się obrzydliwa dla tego pomiotu.
licznik słów: 432
Awatar użytkownika
Kostucha
Na urlopie
Dane:
Odpisy: spokojnie - w ciągu 48 godzin
Posty: 301
Rejestracja: 09 mar 2017, 14:36

Re: Sklep Okultystyczno-Zielarski

03 lip 2017, 16:34

Irina, spójrz w górę. Spójrz na lustro, którego tak bardzo się boisz. Wszak doskonale wiesz, że to zwierciadła duszy. W tym Drugim Świecie, gdzie w bajce wędrowała Alicja, znajdują się odpowiedzi na wszystkie pytania, lecz objawiają się w formie szaleństwa. Używasz wszystkich tych ziółek, wszystkich tych minerałów i śmiesznych słówek, a nie wiesz nawet przeciwko czemu są. Wmówiłaś sobie, że to istoty piekielne, że demony, bądź złe duchy, które czyhają na ciebie, a przecież prowadzisz sklep magiczny i doskonale wiesz, że ludzkie istnienie to jedynie kropla w oceanie cudów i niezwykłości. Jesteś zapatrzona tylko w siebie. Obsypuj się solą, otaczaj świecami, niech ci się wydaje, że te śmieszne praktyki ochronią cię przed siłami, które nie są nawet tobie znane. Jesteś ukraińską poganką, znasz imiona swoich bogów oraz demonów, z którymi oni walczą, ale to co jest w tym sklepie nie należy do żadnych z nich. W tym tkwi szkopuł. Zatem jeśli w końcu uświadomisz sobie, że twoja cała wiedza na temat świata duchów, diabłów i aniołów nie pasuje do postępującego tu kanonu, spójrz w końcu w to lustro i zobacz chociaż jak wygląda to co cię nawiedziło.

Gdy w końcu zmądrzejesz, gdy w końcu się odważysz, wychylisz nos z pod blatu i przestaniesz dusić biednego ptaka, zrozumiesz, że nic cię nie otacza, że nic nie dobiera się do twojej skóry, bo to nie ty stałaś się celem. W odbiciu lustra, tuż nad twoją głową, widziałaś przemieszczające się cienie. Jak mrowie robaków pełzły w kierunku kręgu, którego rogi pentagramu z prowokacją zmazałaś. Wybiegłaś z magicznej klatki zostawiając ją otwartą i pozostawiłaś na pastwę coś, czego te zjawy tak chciwie pragnęły. I teraz to miały. Widziałaś jak przez malutką szczelinę w kręgu wtargnęły do jego wnętrza, a cieniste macki i pazury oblepiają swoją ofiarę i pożerają, a ona próbuje się wydostać, szuka ratunku. Widzisz jak krzyczy przez łzy, jak przeklina, jak błaga, ale w okół ciebie panuje tylko cisza, bo nie dla ciebie jest słyszeć głosy Drugiego Świata. Lustro pękało, ale tylko nad magicznym kręgiem, bo ofiara, której twarz była identyczna do twojej, w akcie desperacji próbowała się przebić przez taflę szkła, by ratować samą siebie.
licznik słów: 431
Awatar użytkownika
Los
Na urlopie
Dane:
Posty: 577
Rejestracja: 09 mar 2017, 21:49

Re: Sklep Okultystyczno-Zielarski

04 lip 2017, 12:40

Całe to piekło wydawało się jedynie kłamstwem, gdy przez chaos przebiły się dźwięki dzwoneczka u drzwi i kroków. Pierwotnie powolne, z każdym krokiem przyśpieszały. Ktoś wdarł się do sklepu i najwidoczniej wiedział o tym, co rzeczywiście się tam dzieje. Czyżby miał pojęcie? Mężczyzna w fedorze nawet nie przystanął na sekundy. Czy tylko dostrzegł porzucony pentagram? Już w biegu chwycił laleczkę gołą ręką, nie bacząc, że igły wbijają się w jego skórę. Krzykiem nakazał cofnięcie. Nie był to ani angielski, ani łacina. Greka? A może coś arabskiego?
licznik słów: 107
Ona jest niezniszczalna. Wrzucisz taką do wulkanu, to Ci pamiątki przyniesie.

Wróć do „Hampstead”



Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość