Arthur White

Awatar użytkownika
Arthur White
Dane:
Odpisy: spokojnie - w ciągu 48 godzin
Posty: 4
Rejestracja: 30 lip 2017, 16:27

Arthur White

29 sie 2017, 22:28

Arthur Lyon White

46
Oficer SIS
Londyn
Ralph Fiennes
0
Cechy
Fizyczne
Cechy
Społeczne
Cechy
Umysłowe
SiłaOO CharyzmaOOO PercepcjaOOOO
ZręcznośćOO ManipulacjaOOO InteligencjaOOO
WytrzymałośćOO WyglądOO SprytOOO
TalentyUmiejętnościWiedza
AutorytetOO Broń PalnaOOO Finanse-
Bójka- EtykietaO InformatykaO
CzujnośćOOO Krycie się- LingwistykaOOO
Ekspresja- Oswajanie- Medycyna-
Empatia- ProwadzenieO Nauka-
PrzebiegłośćOOO Rzemiosło- Okultyzm-
Uniki- Sztuka Przetrwania- PolitykaO
WysportowanieO Walka WręczOO PrawoOO
Zastraszanie- Występy Publiczne- ŚledztwoOOO
Znajomość Półświatka- ZabezpieczeniaOO WykształcenieOOO

Biografia


[z oficjalnych akt] Arthur Lyon White, urodzony 13 stycznia 1971, oficer w służbie zagranicznego wywiadu brytyjskiego od roku 2001.

Syn Thomasa W. i Marty W., urodzony w Londynie, ukończył Uniwersytet Oxfordzki z tytułem doktora lingwistyki stosowanej (temat pracy - Wykorzystywanie lingwistyki w kryptografii w historycznych konfliktach wojskowych). Zwerbowany już w 1991 do agentury MI5, wstępnie pracował nad dokumentacją niskiego dostępu od "T-Branch". Po otrzymaniu tytułu naukowego w 1995, zatrudniony na pełen etat jako operator MI5 rozpoczął standardowe szkolenie przygotowujące do działań w służbach wywiadowczych, jak również i serię kursów specjalizujących (trening fizyczny, walka wręcz, posługiwanie się bronią palną, białą i improwizowaną; trening umysłowy, techniki pamięciowe, techniki perswazji, nowoczesne systemy zabezpieczeń, taktyki militarne i partyzanckie, zaawansowana kryminologia i kryminalistyka).

W latach 1996-2001 oficer wywiadu służb bezpieczeństwa wewnętrznego, kontynuował pracę nad danymi na temat ugrupowań politycznych w kraju. Po spadku zagrożenia ze strony IRA, przeniesiony do tzw. "G-Branch", gdzie pracował nad analizą danych wywiadowczych od bliskowschodnich operatorów jako defabrykator.

W roku 2001, po zamachach na terenie USA, przeniesiony do SIS, ściśle współpracował z CIA na bliskim wschodzie.

Poszkodowany w trakcie zamachów bombowych 7 lipca 2005 roku. Po półrocznej rekonwalescencji wrócił do czynnej służby.

W latach 2006-2011 zajmował się zbieraniem i analizą danych wywiadowczych z Europy i Rosji. Po 2011 było to już głównie likwidowanie ludzi.

1. Szkoła, 1971-1995.
Arthur wywodzi się ze średnio zamożnej rodziny. Jego ojciec pracował jako księgowy, matka uczyła angielskiego w szkole średniej. Wychowując się w środowisku, w którym ilość książek na półkach przeważała nad jakimikolwiek dramami, wyrósł na młodzienca głodnego wiedzy. Rodzice wspomagali go w nauce jak tylko mogli, uświadamiając jednocześnie, że prawdziwe życie weryfikuje wszystkie przeczytane informacje. Od dziecka wykazując naturalny talent, płynnie powtarzając nierozumiane jeszcze frazy w obcych językach zasłyszane w telewizji, dopiero w szkole średniej na dobre zafascynował się lingwistyką. W tamtych latach był jeszcze idealistą, w jego rozumieniu jeden język ograniczał obywatela tylko do jednego kraju, a w czasie postępującej globalizacji niezbędne było przecież rozumienie nie tylko ludzi na swoim podwórku, niezbędna była komunikacja. Gdy w Europie komunizm miał się ku schyłkowi, Arthur władał już płynnie rosyjskim i niemieckim, z zapartym tchem śledząc rozwój wydarzeń wokół tzw. Żelaznej Kurtyny.
Do rozpoczęcia studiów Arthur nie wyróżniał się niczym specjalnym. Lubił filmy z Bondem, oglądał Rewolwer i Melonik, Świętego, Randalla i ducha Hopkirka i inne seriale o podobnej tematyce. Swobodnie nawiązywał kontakty z rówieśnikami, był w stanie szybko ich ocenić i rozmawiać z nimi w odpowiedni sposób, przez co każdy miał go za "swojego człowieka". Z powodu silnego poczucia moralności zdarzało mu się uczestniczyć w szkolnych bójkach, ale zawsze była to dla niego ostateczność. Nauczyciele mieli go za dobrego i spokojnego ucznia.
Wiele zmieniło się w 1989, gdy Arthur dostał się na studia. No, upadł też wtedy komunizm.
Już na w pierwszym roku został zauważony przez agencję i zaoferowano mu wtedy posadę przy sporządzaniu raportów na podstawie dostarczanych dokumentów w innych językach. Arthur szybko jednak zaczął znajdować w tych informacjach szczegóły, jakich nie dostrzegał jego kontakt w agencji. Łączył ze sobą fakty i lokalizował regiony, z których dane mogły pochodzić. Gdy zaczął zamieszczać efekty swoich analiz w wykonywanych raportach, jego przełożeni już wiedzieli, że muszą szykować dla niego biurko. Gdy w 1995 zdobył stopień naukowy, posada oficera wywiadu już na niego czekała. Arthur w tym czasie dorósł. Otaczający go świat nauczył go, że idealizm jest pacyfikowany przez tyranię, a tyranię można obalić choćby i operując w skuteczny sposób informacją. To informacja jest kluczem do wszystkiego. Opanował również języki takie jak francuski i arabski. Wyrzucili go również z klubu dyskusyjnego za doprowadzenie do płaczu grona pedagogicznego wywleczonym na wierzch brudem z życia osobistego, gdy jego argumenty nie mogły się przebić przez gruby mur ignorancji.
2. Praca, 1996-2005.
Poważna zmiana w psychice Arthura nastąpiła w roku 1996. W lutym miały miejsce dwa zamachy IRA, pierwsze od 3 lat. Służby wewnętrzne potrzebowały dodatkowych rąk do roboty, by prześledzić wszystkie poszlaki, a zdolności analityczne Arthura przyczyniły się między innymi do wykrycia i udaremnienia innych akcji terrorystycznych. Do czasu. W dniu, w którym otrzymywał oficjalne pochwały od przełożonego, nastąpił największy atak bombowy w Anglii od czasów drugiej wojny. 200 rannych, 75 tysięcy ewakuowanych, cała dzielnica Manchesteru zrównana z ziemią. Wtedy Arthur dostał pierwszy raz pozwolenie na działania "poza raportem". Szybko zauważył, że najmując podrzędnego zbira do napaści i przesłuchania, uzyska lepsze rezultaty, niż gdyby miał wysłać kogoś z biura na ciągnące się miesiącami śledzenia celu. Odtąd będzie już korzystał z tych metod, czy będzie miał na to pozwolenie, czy nie. Raporty można też pisać w kreatywny sposób. Nie miało to może większego wpływu na politykę na wyspach w końcówce lat 90tych, ale ostatnie ataki można policzyć na palcach jednęj ręki.
Gdy poziom zagrożenia spadł, w 1999 Arthur został przeniesiony do G-Branch, gdzie po krótkich czasie przeznaczonym na dokładniejsze zaznajomienie się z językiem arabskim i jego najpopularniejszymi dialektami, zaczął pracować jako defabrykator, czyli analizował dane pod względem występowania w nich wartościowych danych lub odwracających uwagę kłamstw. Poznał też kobietę swojego życia i dorobił się córeczki. Przez te dwa lata miał szczęśliwe, spokojne życie.
Kolejny przełom miał miejsce w roku 2001. Wujek Sam długo nie mógł po tym postawić na nowo swojej wieży. Arthur kontynuował dalszą karierę już w SIS, razem z CIA biorąc udział w szeroko zakrojonym polowaniu na bin Ladena i jego wesołą gromadkę. W tym okresie dużo czasu spędzał za granicą. Jego komórka poruszała się w obszarze półwyspu arabskiego, z pojedynczymi wypadami do Egiptu czy Sudanu. Czasem wyszukiwał kontaktów na bazie dostarczonej listy od lokalnego informatora, czasem sam zawierał znajomości z lokalsami, podając się za europejskiego handlarza. Odczytywanie przecięgnego araba po kilku miesiącach nie sprawiało mu już większych problemów. Innymi razy brał udział w szturmach marines na kryjówki niesfornych turbaniarzy. Oczywiście nie w pierwszej linii. Jako rozpoznanie, wywiad i wsparcie informacyjne. Dowodził niektórymi akcjami, przeważnie z sukcesem. W kilkumiesięcznych interwałach odwiedzał rodzinę, nie bez problemu wracając do normalności na kilka tygodni.
Z rokiem na rok mniejszą uwagę zwracał też na straty w infrastrukturze, a nawet ludności. Z widokiem każdego trupa, z każdym raportem opisującym straty odczłowieczał się, kawałek po kawałku. Powoli rodziło się w nim wrażenie, że jego praca nigdy się nie skończy. Zawsze znajdzie się następna jaskinia pełna zwyrodnialców, gotowych zabić każdego człowieka funkcjonującego na wyższym szczeblu, to jest europejskim, drabiniy kulturowej. Nie dostrzegał, a może nie chciał dostrzegać, że większą rolę w tym podsycaniu agresji stanowiła uzbrojona i groźna obecność tej kultury w najechanym bliskim wschodzie.
3. Praca, 2005-2017.
W lipcu 2005 roku Arthur, przebywając na urlopie w Londynie, wraz z rodziną padł ofiarą zamachu w Londynie. Z życiem uszedł tylko on i kilku pasażerów, którzy zajmowali przednie miejsca wysadzonego autobusu. Po tym wydarzeniu spędził następne pół roku w szpitalu, na leczeniu i rekonwalescencji. Obrażeniami były poparzenia, kilka pękniętych kości i wiele odłamków w całym ciele. Po reewaluacji psychologicznej wrócił do służby. Z powodu natury zamachu, został wycofany ze służby w krajach bliskiego wschodu, i w kolejnych latach operował wyłącznie na terenie Europy i Rosji. Kontynuował pracę jako dowodzący lokalnymi komórkami wywiadowczymi. W tych latach praca ta polegała głównie na samym zbieraniu i analizie informacji. To była oficjalna praca Arthura. Nieoficjalnie używał on swoich kontaktów w Arabii, by wytropić i zdalnie zlikwidować wszystkich członków ugrupowania odpowiedzialnego za londyński zamach. W 2011 roku osobiście nadzorował akcję szturmu na, wydawałoby się, ostatnich żywych przedstawicieli tej grupy. Działania te nie pozostały jednak niedostrzeżone, i już zaraz po powrocie do normalnej pracy został wezwany do centrali. Wg zgromadzonym danych, Arthur swoje prywatne życie ograniczył do minimum, poświęcając się wyszukiwaniu i likwidowaniu ludzi, którzy stwarzali zagrożonie dla życia obywateli państw sprzymierzonych. Dostał nowy przydział nowe obowiązki, w zasadzie pozwalające mu kontynuować swoje "hobby". W granicach jurysdykcji, oczywiście. Jego metodyczne podejście do pracy ograniczało błędy decyzyjne do minimum, a okazało się wysoce praktyczne, oszczędzając zasoby agencji.

Obecnie Arthur jest zimnym człowiekiem, nie mającym oporów przed osobistym, bądź pośrednim likwidowaniu ludzi, których uzna za stwarzających zagrożenie bądź niegodnych daleszej egzystencji.



Ad.1.
17.02.2016 - 22:29 - obskurny bar w Hackney.

- Słuchaj John, zadzwoniłem do ciebie bo potrzebuję odpowiedzi, a ty mi ich dziś udzielisz.
Arthur nie spuszczał swojego rozmówcy z oczu. Tamten kaburę miał przypiętą pod lewą pachą, mniej wprawny obserwator nie dostrzegłby niczego pod czarną kurtką M65. Zapewne drugiego trzymał za paskiem z tyłu spodni. Kształt w prawej kieszeni to pewnie składany nóż lub kastet. John lubił być przygotowany, a raczej musiał być, bo tak kazała mu nerwica wyniesiona z Iraku. Póki co, obaj trzymali ręce na blacie ławy. Przed nimi w kuflach stało zimne ale.
John pomyślał, patrząc na kolegę odpalającego kolejnego papierosa, że ma on wyraz twarzy sugerujący rychły wybuch gniewu z szałem zabijania włącznie. Pamiętał ten wyraz z czasów, gdy działali na wschodzie. Wybuch nigdy nie następował, ale urządzali wtedy akcje odwetowe, jak za ten patrol z czerwca. Posypały się wtedy brodate głowy. Dużo głów.
Arthur zaciągnął się dymem, wypuścił go nosem.
- Powiedz mi John, co się stało z Robertem.
- Mina przeciwpiechotna... - odpowiedział John po pewnej chwili. Tak, tylko o tego gościa mogło mu chodzić. W końcu to jego sprawka. Teraz i John się zdenerwował. Nienawidził tracić ludzi na akcji, jak zresztą każdy. Ale bardziej nienawidził ludzi za to odpowiedzialnych. Ludzi, którzy siedzą za biurkami, nie narażając własnej dupy. Ludzi, którzy spartolili wywiad i doprowadzili do śmierci dobrych chłopaków. Spojrzał teraz prosto w oczy takiego człowieka i wytrzymał jego spojrzenie.
- Nie. Więcej. Od początku.
John chwycił kufel i opróżnił połowę, wysilając się, by nie trzasnąć szkłem o blat. Albo o coś innego. Dobra kutasie, powiem ci.
- Przyszedł rozkaz, dowództwo dostało pewny cynk na krójówkę turbaniarzy. Grube ryby, nie jakieś łachmyty z jaskiń. Mieliśmy uderzyć przed świtem, od pastwisk. Miało pójść gładko, teren miał być sprawdzony, a kozojeby słabo uzbrojone. - zrobił długą pauzę, zbierając słowa - Najpierw wybuchł McTavish. Szedł nie więcej niż 10m dalej, więc potem już niewiele słyszałem. A mógłbym usłyszeć świst moździerza... Widziałem za to przelatującą obok mnie stopę Andersona, ten miał dużo szczęścia, skurczybyk, aż do tego dnia. A te skurwiele otworzyły ogień z ciężkiej, nie było się gdzie schować. Mieli nas nawet nie widzieć! Dostałem w brzuch, milimetry od kręgosłupa, ale wtedy zabrało mi czucie. To co zostało z naszego oddziału... Chłopaki odpowiedzieli ogniem, Burnes wrzeszczał do radia. Wtedy zobaczyłem Boba, jak podnosił krzyczącego, jednonogiego Andersona. Zrobił z nim trzy kroki i obaj zmienili się w jebany deszcz krwi. Nie wiedziałem, czyje resztki mam na twarzy i nie mogłem z tym nic zrobić... Chwilę później amerykanie rozjebali ich cały domek predatorem. - John zrobił długą przerwę, gapiąc się w zamyśleniu w popielniczką. - Potem dotarło do mnie, że Bob wiedział, że zginie. Był inny poprzedniego dnia. Zbyt cichy jak na niego. Napisał nawet listy do rodziny, pieprzony Bob.
Arthur palił dalej, nie ściągając z byłego kaprala. Żadnym mieśniem twarzy nie dał po sobie poznać, co się dzieje w jego wnętrzu. Był odpowiedzialny za wywiad tamtej akcji, o czym zresztą John nie wiedział. Miał dane od sprawdzonego informatora. Pięciu poszukiwanych w budynku, zatrzymali się tam tylko na nocleg u krewnego. Żadnych umocnień, żadnego uzbrojenia, do przechwycenia miał wystarczyć mały oddział. Stało się inaczej, zginęli ludzie. Zawsze sprawdzał informatorów używając innych zasobów. Pozwolił sobie na niedbalstwo. Zginęli ludzie.
- Widziałem go. - rzucił Arthur
John spojrzał tylko na niego podejrzliwie, nie wiedząc jak ma to rozumieć.
- Widziałem Boba w lipcu, w autobusie. - Arthur wcisnął peta do popielniczki. Miałem urlop. Chciałem zabrać rodzinę na pieszą wycieczkę do zoo, pokazać córce londyńskie lwy. Grzało wtedy, w tym lipcu, wsiedliśmy w autobus, usiedliśmy z tyłu.
Arthur potarł obrączkę na palcu, w chwilowym zamyśleniu.
- Wtedy go zobaczyłem. Miałem wszystkie wasze akta, pammiętam twarze wszystkich, którzy zostali na tym skurwysyńskim pastwisku. Zawował mnie po imieniu, zapraszał do siebie gestem. Musiałem sprawdzić, więc do niego podszedłem. Robert wtedy nachylił się do mnie. Tak, to był on. Nachylił się do mnie i coś mi powiedział. Zagłuszył go okrzyk z tyłu. "Allah akbar".
Milczeli przez jakiś czas.
- Zobaczyłem go jeszcze raz, jak pakowali mnie do karetki, zanim zalali mnie morfiną. Kilka miesięcy w szpitalu z poparzeniami. Nie byłem nawet na pogrzebie. Zamknięte trumny.
Arthur nie dodał, że usłyszał wyraźnie słowa w autobusie.
"To twoja wina".


Ciekawostki

  • Jest konserwatywny.
  • Każdy człowiek jest dla niego interesujący.
  • Lubi grać w szachy i śpiewać szanty po czesku. Jednocześnie.
Ostatnio zmieniony 05 lis 2017, 21:38 przez Arthur White, łącznie zmieniany 3 razy. licznik słów: 2519
Awatar użytkownika
Zły Wilk
Mistrz Gry
Posty: 74
Rejestracja: 21 wrz 2017, 16:20

Re: Arthur White

06 lis 2017, 18:12

Akceptacja Mistrza Gry

Nic nie zapowiadało przełomowego odkrycia, wiążącego się z zagrożeniem jakie odkrył White skoro świt. Z płytkiego snu wyrwało go poczucie niepewności i bycia obserwowanym. Jak gdyby jakiś zły duch bacznie spoglądał na jego bezwładne, śpiące ciało. Mężczyzna obudził się zlany potem, przeczuwając nadchodzącą walkę. Jednak gdy otworzył oczy, jego pokój wydawał się przerażająco zwyczajny. To tylko zły sen. Czyżby? Znowu zasnął przed ekranem, tonąc w kolejnych analizach, które miały pomóc ocalić ludzkość przed hordą brodatych zamachowców. Jego biuro pełniące ostatnimi czasy również funkcję sypialni było skrupulatnie czyste. Jak gdyby jakaś pedantyczna ręka co noc odgarniała z niego kurz. Obudzony poczuciem niepokoju, rozglądał się ze zdziwieniem po tym praktycznym pomieszczeniu. W pierwszej chwili nie dostrzegł nic nietypowego. Jednak odpowiedź była na wyciągnięcie ręki, bliżej niż myślał. Kiedy w końcu spojrzał na ekran swojego służbowego laptopa, zrozumiał, że to nie było przeczucie. Niebieski ekran oraz białe literki wskazywały na kolejną aktualizację. Czyżby utracił cały zapis swoich badań? Rzeczywistość okazała się gorsza. Zamiast standardowej formułki aktualizacyjnej na akranie ukazał mu się ciąg liter a i b. Na pierwszy rzut oka chaotyczny, jak gdyby pseudo zabawny haker nie znał dalszej kolejności w alfabecie. W tym szaleństwie jednak była metoda. Litery pozornie wydawały się nie mieć ładu. Jednak coś mu przypominały. Już kiedyś widział taki zapis.
96
abb baabb baaab baaba abbab abbaa
baaaa aaabb
abaab abaaa abbaa aabba baaab
aaaba baaaa abbab baaab baaab
ababa abbab abbaa aaab abbab abbaa
abbaa babaa 1
2 aaabb aaaab
P.S. Jeśli postanowisz rozszyfrować kod, prosimy o skontaktowanie się z osobą prowadzącą intro - Dżumą.

Poniżej znajdziesz linki do twojej oficjalnej Karty Postaci. Pamiętaj, żeby ten link umieścić w opcjach swojego profilu:
Twoja KP
licznik słów: 342

Wróć do „Arthur White”



Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość