Garderoba nr 14

Zrekonstruowany budynek teatru braci Burbage, działającego w latach 1599-1642, na deskach oryginalnego teatru premiery swoje, miały wielkie dzieła Williama Sheakspera. Globe Theatre nie jest taki jak inne teatry, od innych przybytków tego rodzaju odróżnia się nie tylko wspaniałą, godną pozazdroszczenia przeszłością, ale także dość specyficznym układem sceny, który później okrzyknięty został teatrem elżbietańskim (scena po środku i trzech stron otaczają ją miejsca dla publiczności).
Awatar użytkownika
Kostucha
Na urlopie
Dane:
Odpisy: spokojnie - w ciągu 48 godzin
Posty: 301
Rejestracja: 09 mar 2017, 14:36

Garderoba nr 14

20 lip 2017, 23:54

Garderoba nr 14

Po przekroczeniu progu garderoby numer czternaście człowiek czuje się szary i nudny. Kolorowe, kiczowate stroje, duszące, słodkie perfumy wiszące w powietrzu, ogrom chaosu, który zdaje się atakować z każdej możliwej strony, wszystko to tworzy odrealnione uczucie przytłoczenia. Ty, który wchodzisz przez te drzwi, zawróć natychmiast, zanim puste spojrzenia masek skupią na tobie swoje spojrzenie, a szepty dawno wybrzmiałych fraz zaczną krążyć po twojej głowie. Wiedz, że Teatr nigdy nie śpi, tu cisza nie zapada nigdy, nawet gdy owacje milkną i sale pustoszeją, to budynek nadal delikatnie szumi, nadal trwa, muzyka skrzypiących podług, rozstrajających się instrumentów cicho brzęczy, bo przedstawienie musi trwać.
licznik słów: 122
Awatar użytkownika
Susan
Dane:
Odpisy: szybko - zazwyczaj codziennie
Posty: 9
Rejestracja: 25 cze 2017, 0:09

Re: Garderoba nr 14

24 lip 2017, 11:54

Kurtyna opadła, przedstawienie dobiegło końca. Pierwsze oklaski, gromkie, burzliwe, słuchać radosne gwizdy dochodzące od strony publiczności. Aktorzy wchodzą, od najmniejszych rolek, po średnie, kończąc na głównych bohaterach. Susan ze swojego miejsca z boku uśmiecha się najpiękniej jak potrafi, jednak gdzieś w zielonych ślepiach maluje się cień zazdrości, to ona chce stać w samym środku, jeszcze nie teraz, powtarza sobie w myślach, po czym skupia wzrok w jakimś nieistniejącym punkcie nad publicznością i nadal robi swój słynny uśmiech numer pięć.
Aktorzy schodzą, owacje jednak nie milkną, więc po chwili cała trupa wraca, ponownie kłaniają się, kolejne uśmiechy, ciche szepty wśród statystów, zakłady ile razy będą musieli to powtarzać. Do głównej pary podchodzą jacyś uczniowie z kwiatami, do niej i kolegi po przeciwnej stronie tego ludzkiego muru również. Kiedy widzi piękny bukiet piwonii, większy od tego głównej bohaterki, rozpromienia się i zaczyna bić od niej łuna jak od słońca.
Zabawa w wchodzenie i schodzenie powtarza się jeszcze raz. Kiedy cała ta dodatkowa szopka dobiega końca, aktorzy już za kulisami zbijają się w grupki, rozmawiają o życiu, planach na wieczór, ktoś proponuje wyjście do pubu, ktoś odmawia, inna osoba zgadza się bez namysłu, nic ciekawego kolejny taki sam wieczór.
Z naręczem karminowych kwiatów Pani Sheppard rusza w stronę swojej garderoby, uśmiechnięta, idąca w rytmie piosenki z drugiego aktu dociera do garderoby numer 14. Po chwili walki, udaje jej się otworzyć drzwi łokciem i wkroczyć do swojej samotni.
Wkłada kwiaty do naszykowanego wazonu, z radością przygląda się także innym, które pod jej nieobecność zostały tu przyniesione. Przez chwilę przygląda się bilecikom do nich przyczepionych i szuka tych od męża, a przynajmniej ma nadzieje je gdzieś tam znaleźć. Nie uda jej się ich jednak znaleźć, bo nagle słyszy dźwięk otwierających się drzwi, niepewnie odwraca się w ich stronę i przygląda się tajemniczemu gościu, dopiero po chwili przypomina sobie, że po przedstawieniu miał ją ktoś odwiedzić, reżyser, a może dyrektor coś o tym wspominał, nie ważne. Kolejny raz już tego wieczoru na ustach Susan pojawia się ten oszałamiający uśmiech po czym odzywa się w stronę nieznajomego.
- Dobry wieczór.
licznik słów: 408
Awatar użytkownika
Kostucha
Na urlopie
Dane:
Odpisy: spokojnie - w ciągu 48 godzin
Posty: 301
Rejestracja: 09 mar 2017, 14:36

Re: Garderoba nr 14

24 lip 2017, 14:13

Niezwykle niegrzecznym byłoby ot tak wparować do garderoby gwiazdy, szczególnie dla rodowitego Anglika, który od kołyski uczony był dobrych manier i zasad savir-vivre. Dlatego jego przybycie zapowiedziało najpierw pukanie do drzwi. Potrójne, bo podwójne byłoby zbyt niepewne, a poczwórne już zbyt nachalne. Susan miała ułamki sekund, by poprawić włosy, strzepnąć pyłek z ramienia i otrzeć dolną powiekę od kruszącej się maskary. Gdy już zaprosiła do środka interesanta, pokazał jej się ubrany w wieczorny smoking dżentelmen. Był pewien siebie, niewzruszony, ale na jej widok dosłownie oniemiał i stanął dęba, zapominając chyba po co właściwie tutaj przyszedł.
- Panno Waters... - Zmitygował się i wziął w garść. Podszedł i skłonił się jej na powitanie. Jeśli podała mu dłoń to również ją ucałował i, w przeciwieństwie do całej zgrai fałszywych strojnisiów, nie zaślinił jej ręki. Tak naprawdę nie dotknął jej nawet ustami, a pozostawił jedynie odcisk ciepłego oddechu. - Najmocniej przepraszam. Pani Sheppard. Przyznam, że oszołomiła mnie pani sobą. To kompletnie co innego niż oglądać panią z loży.
licznik słów: 201
Awatar użytkownika
Susan
Dane:
Odpisy: szybko - zazwyczaj codziennie
Posty: 9
Rejestracja: 25 cze 2017, 0:09

Re: Garderoba nr 14

02 sie 2017, 22:06

Czasu było niewielkie, ledwo udało jej się strzepnąć czarne kropeczki spod oka, a już w drzwiach stał tajemniczy dżentelmen. Na jego widok, twarz aktoreczki przeszła przemianę, po zmęczeniu nie było już śladu, zamiast tego usta ustawiły się w jej jeden z najpiękniejszych uśmiechów, oczy rozbłysnęły nowym blaskiem, a ciało odruchowo wykrzywiło się w pozę, w której wyglądało najlepiej, głowa lekko przekrzywiona na bok i kilka rudych kosmyków, opadających fantazyjnie na jasną, lekko zarumienioną twarz. Panna Waters, a raczej Pani Sheppard, miała genetycznie uwarunkowaną skłonność do wyglądania najlepiej jak to w danej chwili było możliwe. Braki zdolności intelektualnych, zastępowała w pełni naturalnym talentem do prezentowania się dobrze.
Słysząc swoje stare nazwisko, odruchowo chciała poprawić mężczyznę. Nie zdążyła jednak nic powiedzieć bo zaskoczyło ją lekko zachowanie mężczyzny, nie dając jednak tego po sobie poznać, też dygnęła w stronę mężczyzny, po czym podała mu swoją dłoń.
- Wybaczam, sama czasami zapominam, jakie szczęście mnie spotkało. - Wspominając swoją przeszłość Susan nie przypuszczała, że uda jej się znaleźć szczęście przy jednym mężczyźnie, dodatkowo takim. - Dziękuje za komplement, proszę jednak przestać natychmiast tak mnie chwalić bo się zarumienię.
licznik słów: 232
Awatar użytkownika
Kostucha
Na urlopie
Dane:
Odpisy: spokojnie - w ciągu 48 godzin
Posty: 301
Rejestracja: 09 mar 2017, 14:36

Re: Garderoba nr 14

06 sie 2017, 9:56

Czy jegomość domyślił się, że mówiła o szczęściu poznania Kirka? Bo z pewnością o to jej chodziło, a nie o...
- Tak, to prawda i śmiem nie przeatać, bo się pani należy. Posada w Globe Theatre to zwieńczenie pani umiejętności. Nie zdziwiło mnie to absolutnie. Nie miałem żadnych wątpliwości, że prędzej czy później pani rozegra wielką rolę na tutejszej scenie. To było nieuniknione. - Wyprostował się i nieco cofnął. - Jednak, jestem już wystarczająco niegrzeczny i gdzie moje maniery? Zastałem panią chyba w nieodpowiedniej chwili. - Wprawne oko obserwatora szybko wychwyciło stan otoczenia i samej gwiazdy, która ledwo co mogła odsapnąć od gry aktorskiej. - A ponadto się nie przedstawiłem. Nazywam się Arthur Beresford. Już mieliśmy okazję się raz spotkać, ale było to wiele, wiele lat temu. Była pani dopiero w grupie początkujących artystów. - To by tłumaczyło gafę z pomylonym nazwiskiem, ale nie było szans by Susan pamiętała mężczyznę. Był przeciętny z wyglądu i zlewał się na tle wszystkich poznanych w tym okresie, a nie oszukujmy się to było naprawdę pokaźne grono znajomości. Setki twarzy, które człowiek nigdy nie spamięta.
licznik słów: 218
Awatar użytkownika
Susan
Dane:
Odpisy: szybko - zazwyczaj codziennie
Posty: 9
Rejestracja: 25 cze 2017, 0:09

Re: Garderoba nr 14

10 sie 2017, 19:51

W końcu po latach upokorzeń, trudu, znoju, setek godzin prób, ćwiczeń, potu, krwi i łez, Zuli się udało, dostała się do miejsca o którym marzyła, o którym śniła. Nie miała jednak zamiaru na tym poprzestawać, to miał być dopiero początek jej kariery, wyrzutnia do prawdziwej sławy, milionów fanów, rozpoznawalności w skali światowej.
Wsłuchana w komplementy gładko spływające z ust mężczyzny, Susan zdawała się z każdą kolejną chwilą jaśnieć coraz bardziej, ślady zmęczenia znikały, zastępowane przez naturalny magnetyzm tej głupiutkiej kobietki.
- Och, jak może mnie pan tak zawstydzać, powinien się pan wstydzić. - Delikatny rumieniec, spuszczone spojrzenie, lekkie zakłopotanie malujące się na twarz, czy było to celowe zagranie, a może naturalna reakcja organizmu Pani Sheppard? Nikt nie wie, prawdopodobnie ona sama już nie potrafi panować nad swoim zachowaniem. - Pańskie słowa te są nad wyraz miłe i niezmiernie miło jest mi ich słuchać, jednak wiem, że jeszcze daleka droga przede mną by na nie zasłużyć. Niech pan nie przeprasza, zawsze znajdę chwilę dla wielbicieli. - Żeby pokazać, że nie jest wcale zmęczona uśmiechnęła się jeszcze szerzej.
- Tak? - Powiedziała zdziwiona, kiedy mężczyzna powiedział, że już kiedyś się spotkali. Przyjrzała mu się dokładnie, jednak za żadne skarby świata nie mogła sobie przypomnieć tej twarzy. Nie było to nic dziwnego tamten okres jej życia charakteryzował się tym, że z dnia na dzień niewiele wspomnień pozostawało w głowie, wszystkie skutecznie były z niej wypłukiwane. Cień gorzkiego uśmiechu przeszedł jej po twarzy.
- Wspaniałe czasy, ze smutkiem jednak muszę stwierdzić, że z wieloma osobami z tamtych lat, drogi już dawno temu mi się rozeszły. - Westchnęła teatralnie, w myślach wspominając resztki zachowanych obrazów. Niechętnie Zula wróciła z krainy przeszłości, z powrotem skupiając zielone oczy na tajemniczym człowieku.
licznik słów: 341
Awatar użytkownika
Kapitan Kirk
Odpisy: szybko - zazwyczaj codziennie
Posty: 1
Rejestracja: 31 lip 2017, 20:59

Re: Garderoba nr 14

23 sie 2017, 20:03

Od przywitania się z aktorką, Arthur utrzymywał dystans – balansując gdzieś pomiędzy granicą odstępu personalnego, a socjalnego. W przeciwieństwie do Susan nie jaśniał z każdym słowem, ani nawet specjalnie się nie poruszał, stojąc w sposób nieco sztywny. Tworzył kontrast dla jej osoby. Dla obserwatora z zewnątrz mógłby wyglądać nieprzyjemnie, bo dopiero z bliskiej odległości było widać, że nie spuszcza oka z Pani Sheppard, pomijając kilka wyskoków, by zlustrować stan pomieszczenia. W jego spojrzeniu nie było nic niezwykłego, ale sam fakt, że nie odrywał wzroku, mógł stanowić dowód dla wielu rozważań na temat jego osoby i ewentualnych koneksji z kobietą.
Mimo powściągliwego sposobu bycia, drobny uśmiech przebiegł po jego niemłodej już twarzy, gdy rozmówczyni zaczęła się lekko powtarzać w swoich słowach. Zaprzeczała jakoby było zmęczona, jednak ciężar przedstawienia i wszystkich rzeczy z nim związanych sprawiał te drobne potknięcia odkrywały całą prawdę – a przynajmniej tak mu się zdawało. Był to jeden z tych powodów, dla których można było podziwiać aktorów – nawet poza sceną nie wychodzili z roli nadanej im przez zawód.
- Faktycznie, do samego szczytu może jeszcze daleko, ale trudno nie powiedzieć, że wielki kamień milowy już za Panią. Nawet jeśli była to tylko poboczna rola, odegrane praktycznie doskonale nawiasem mówiąc, Globe Thatcher nie jest byle sceną, a wystąpienie na jego deskach otwiera wiele drzwi. Należałoby rozważyć teraz, które z nich wybrać.
Wysłuchał jej w spokoju, unosząc lekko brwi na wspomnienie wspaniałych czasów.
- Jak widać, ich miejsce było zupełnie gdzie indziej, ale gdzie teraz oni są? Kim są? Zapewne nikim, jedynie nazwiskami na długiej liście. Nie wybili się z tłumu, tak jak udało się to Pani. Nie mieli wystarczająco talentu, a być może- zawahał się na drobną sekundę – szczęścia. Nie jestem specjalistą od aktorstwa, więc trudno mi powiedzieć, jak wiele i czego trzeba. Proszę mi wybaczyć ewentualne błędy.
licznik słów: 364

Wróć do „Globe Theatre”



Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość